Kongresy PiS i PO, 01.07.2017

 

 

Bajka, która jest horrorem

LIPIEC 1, 2017,  KAMILA TERPIAŁ
Bajka, która jest horrorem

Kongres PiS-u. Główny bohater: Jarosław Kaczyński. To wszystko on, dla niego i o nim. To dzięki niemu po tylu latach w końcu Polska staje się krajem ludzi wolnych i szczęśliwych. Bo wstaje z kolan. Prosty obraz rzeczywistości: tamci źli, a my dobrzy. Jak w bajce.

Ale, jak widać, ludzie w bajki cały czas wierzą. Wierzą, że jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki można zmienić kraj, historię, kulturę i ludzi; przy okazji burząc dom, czyli zmieniając ustrój. Jak smakuje demokracja, przekonamy się dopiero, gdy ją stracimy, tyle że wtedy już będzie za późno.

Dlaczego na własne życzenie zapadamy na chorobę i odmawiamy leczenia?

Podstawowa zasada skutecznej propagandy: upraszczać i powtarzać. Chcemy, żeby Polska była niezależna, wolna, obywatele równi i bogaci – prościej się już nie da. Najważniejsze jest bezpieczeństwo Polaków, słuchamy naszych rodaków, to oni są najważniejsi – częściej powtarzać się nie da. Wystarczy prosty język i kilka wyświechtanych haseł, aby stworzyć alternatywną rzeczywistość i wciągnąć w nią tych, którzy takiej rzeczywistości akurat potrzebują. Niektórzy potrzebują jasnych drogowskazów i wskazówek, jak żyć, bo sami nie chcą brać za swoje życie odpowiedzialności.

PiS wie, jak to zrobić. Jak wskazać wroga, a potem powiedzieć: musicie nam zaufać, tylko my was obronimy. Tak właśnie będzie wyglądała kampania wyborcza. Czasami PiS może jeszcze podgrzeje ogień smoleńskiej religii, ale on już wygasa.

Jarosław Kaczyński poczuł, że uchodźcy to jest temat, który może politycznie wykorzystać. A że jest to obrzydliwie niemoralne? W jego słowniku nie ma może takich słów.

Ciekawe, co odpowiedziałby syryjskiej kobiecie z dwójką dzieci na rękach, która przyszłaby poprosić go o pomoc. Może by nawet na nią nie spojrzał i od razu uciekł, bo to przecież uchodźca i terrorystka. Łatwiej mówić do bliżej nieokreślonych „onych” niż do konkretnych ludzi. Prezes nienawidzi tylko Donalda Tuska, polityków PO, gejów, lesbijek i gorszego sortu, czy może wszystkich ludzi? Poza swoimi wyznawcami oczywiście.

Ich przecież kocha, o nich dba i dla nich będzie walczył. Z demokracją.

„Rządy PiS to ścieżka do dyktatury” – powtarza lider PO. Zresztą nie tylko on. I to, niestety, nie jest tylko wyświechtane hasło. Trzeba je powtarzać, ostrzegać, uświadamiać tak często, jak często PiS powtarza, że musi ratować Polskę i Polaków. Może jeszcze nie jest za późno. Do wyborów dwa lata, wiele się może zdarzyć – chociaż to akurat nie jest pocieszenie. Jeżeli stanie się to, do czego dąży Jarosław Kaczyński, to przecież dobrowolnie władzy nie odda. To tak, jakby oczekiwać od dziecka, że odda upragniony cukierek, bo mama i tata mówią, że jest niezdrowy. Dwa światy.

Słuchając prezesa, wiem jedno – żyjemy w równoległych rzeczywistościach, chociaż w jednym kraju. Horror.

wiadomo.co.

Rada Krajowa PO. „Rządy PiS to ścieżka do dyktatury”

LIPIEC 1, 2017,  KAMILA TERPIAŁ
Rada Krajowa PO. "Rządy PiS to ścieżka do dyktatury"

- Mamy do czynienia z ekipą podpalaczy, którzy chcą doprowadzić do wojny domowej, chcą konfliktu, niechęci i zła. Te rządy to agresywny atak na wolność. Nie będzie na to zgody! – mówił podczas Rady Krajowej przewodniczący PO Grzegorz Schetyna. Najważniejszym przesłaniem tego spotkania było hasło #PolskaWolności. Padła deklaracja dotycząca uchodźców i „człowieczeństwa”. A także odpowiedź na pytanie, czego boi się Jarosław Kaczyński. „Tłumu, kobiet i prawdy”. Żarty się skończyły.

Schetyna: „Polityka brutalnego chamstwa”

- Półtora roku temu mówiłem, a wielu się ze mną nie zgadzało, że na totalną władzę musimy być totalną, najtwardszą z możliwych opozycją. Ale nie spodziewaliśmy się, że ta władza może być tak zła dla ludzi i dla Polski – mówił lider PO.

Grzegorz Schetyna nie ma wątpliwości, że „Polska znalazła się na zakręcie dziejów”, dlatego trzeba o tym głośno mówić i walczyć o wolność: – Jesteśmy w polityce dla tych ludzi, których spotykamy na demonstracjach, którzy krzyczą, nie zgadzają się z tą trudną pisowską rzeczywistością. Bez tych ludzi sobie nie poradzimy.

Nie będzie Polski dumnej, podmiotowej, jeżeli nie będzie waszego twardego oporu wobec rządów PiS. Będziemy z wami. Mówię o tych, którzy są lżeni, wyrzucani z pracy, których się nazywa gorszym sortem.

Jak w kilku słowach można opisać autorytarne działania rządów PiS? – Rozniecanie fali nienawiści, szukanie wrogów, polityka braku tolerancji, brutalnego chamstwa, wskazywania wrogów, drugiego sortu – wyliczał Schetyna.

Jednym z elementów tworzenia polityki nienawiści jest, według lidera PO, „telewizja, która kiedyś była publiczną”. Poświęcił jej znaczną część swojego wystąpienia. – Dziś stosuje propagandę w stylu goebbelsowskim. Ta telewizja, tzw. publiczna, to hańba tych, którzy ją stworzyli. To hańba dla tych, którzy występują w tych programach. To jest element przemysłu nienawiści – mówił Schetyna.

Przy okazji zapowiedział, że w jeżeli Sejm przyjmie nowe rozwiązania dotyczące abonamentu, to PO wezwie do obywatelskiego nieposłuszeństwa, czyli niepłacenia. To nie wszystko:

- Nie zostawimy tych, którzy będą karani i zastraszani, po wyborach będą mogli liczyć na rekompensatę.

Polska w Europie i uchodźcy. „Trzeba być człowiekiem”

Deklaracja jest krótka: „Nie pozwolimy, żeby wyrzucili Polskę z Europy”. Według Grzegorz Schetyny, Jarosław Kaczyński razem ze swoimi asystentami, czyli Beatą Szydło i Andrzejem Dudą, prowadzą specjalnie politykę spychającą Polskę na boczny unijny tor. – Dzień po dniu ekskluzywna pozycja Polski jest niszczona przez złe rządy PiS.

Odbudujemy Polskę wolną, solidarną i europejską – zadeklarował Schetyna.

Zaatakował też PiS za cyniczną politykę w sprawie przyjmowania uchodźców. Zapowiedział samorządową inicjatywę, efektem której ma być przyjęcie do Polski kilkudziesięciu osób. – Można być w tym wszystkim człowiekiem. Potrafić słuchać i być solidarnym. (…) Nie zostawimy ludzi, którzy potrzebują pomocy. A do tych, którzy tak dbają o nasze bezpieczeństwo, chcę powiedzieć:

wstańcie z kolan, nie bójcie się kilkudziesięciu kobiet i dzieci -

mówił Schetyna.

Teoretyczne bezpieczeństwo

- Dopóki Polską będą rządzić amatorzy, a nie mężowie stanu, amatorzy o twarzy pana Mariusza, pana Zielińskiego czy pana Zbyszka, dopóty Polacy nie mogą czuć się bezpiecznie. Dopóki policją i administracją będą rządziły osoby chore z nienawiści, dopóty bezpieczeństwo Polaków jest tylko teoretyczne. My to poczucie bezpieczeństwa przywrócimy – mówił wiceprzewodniczący PO Borys Budka, minister spraw wewnętrznych i administracji w gabinecie cieni. Według niego, Mariusz Błaszczak to człowiek bez honoru, który „uprawia partyjniactwo w najgorszym wydaniu”.

Borys Budka zapowiedział też inicjatywę, która wzmocni rolę samorządowców.

- Chcemy, aby polscy samorządowcy mieli udział w opiniowaniu kandydatów na wojewódzkich i miejskich szefów policji. Skończymy z państwem, w którym od tego, czy znasz posłankę z PiS-u, zależy twoja kariera. Mówimy: sprawdzam.

Musimy mówić prawdę

- Nie możemy mówić, że rozumiemy tych, którzy biją, musimy mówić, że bić po prostu nie wolno; musimy mówić, że nie można opluwać kogoś tylko dlatego, że ma inne poglądy albo inny kolor skóry; musimy mówić, ze krzyż to znak miłości, a nie nienawiści; musimy mówić że wolność i demokracja są wpisane w istotę polskości – przekonywała była premier Ewa Kopacz.

Słowem kluczem jest i będzie „wolność”:

- Ich wolność jest wolnością do naginania prawa, niszczenia demokracji i ludzi, nasza wolność jest wolnością od nienawiści, fanatyzmu i nadużywania władzy.

Prawdę o stanie służby zdrowia opisał były minister zdrowia Bartosz Arłukowicz: nie ma leków za złotówkę, jest za to likwidacja szpitali, projekt o płaceniu za leczenie, likwidacja in vitro i standardów okołoporodowych oraz utrudniony dostęp do antykoncepcji. – Radziwiłł z Chazanem będą wam mówić, jak macie żyć, z billboardów za miliony złotych. Będą wam mówili, jak macie sprawdzać, kiedy macie dni płodne i bezpłodne, oni tak kochają centralizm. Proponuję założyć centralny rejestr dni płodnych i bezpłodnych – to propozycja Arłukowicza.

Były minister zdrowia zwrócił się bezpośrednio do wszystkich kobiet z taką oto obietnicą:

- Nie zostawimy was samych z nimi, z Jurgielem, Szyszko i Chazanem. Będziemy z wami każdego dnia stali ramię w ramię. Być może nie będziemy was tak często całować po rękach, ale nie pozwolimy, żeby ktokolwiek i kiedykolwiek wkraczał do waszych sypialni, domów i porodówek.

Dlaczego trzeba mówić prawdę? Także dlatego, że, według Arłukowicza, „Kaczyński boi się tłumu, kobiet i prawdy”.

Żarty się skończyły

Tomasz Siemoniak, były minister obrony narodowej, miał do przekazania bardzo smutną wiadomość: – Zgodnie z ustawami, obroną naszego kraju w czasie wojny kieruje prezydent.

Wyobraźcie sobie, ze w czasie wojny to pan Duda razem z panią Szydło i Antonim Macierewiczem będą odpowiadali za bezpieczeństwo Polski. Strach się bać!

Wiceprzewodniczący PO zwrócił też uwagę na to, że Rada Bezpieczeństwa Narodowego nie zebrała się od ponad roku. Co dobitnie świadczy o braku jakiegokolwiek dialogu z opozycją.

- Żarty się skończyły, nie będę żartował z Antoniego Macierewicza. Sytuacja jest poważna i dotyka wprost naszego bezpieczeństwa. (…) Najgorszym grzechem jest to, że PiS tworzy armię partyjną. Ze swoimi generałami, jak „marcowymi docentami”, z wybiórczą tradycją, z żołnierzami, których odziera się z godności. Naszym zadaniem będzie odbudowanie armii obywatelskiej – mówił Siemoniak.

Programowe konkrety, a także nazwiska kandydatów na prezydentów i burmistrzów poznamy najprawdopodobniej w październiku na konwencji samorządowej PO.

wiadomo.co

Anne Applebaum: Trumpa i PiS łączy wiele podobieństw.

Anne Applebaum: Trumpa i PiS łączy wiele podobieństw.

 administrator  1 lipca 2017

Anne Applebaum, historyczka, profesor na London School of Economics, publicystka „The Washington Post”, żona byłego szefa MSZ Radka Sikorskiego, przekonanie ekipy rządzącej, jakoby Donald Trump był „najbardziej propolskim prezydentem USA od czasów Ronalda Reagana” – w wywiadzie udzielonym Maciejowi Jarkowcowi z „Gazety Wyborczej” – ocenia jako absurdalne. – „Byłabym zdumiona, jeśli on wie, gdzie leży Polska” – mówi w sobotnim wywiadzie.

Nie ma wątpliwości, że Polska „nie może być antyamerykańska, wziąwszy pod uwagę zależność wojskową od USA”, ale przez brak znaczących sojuszników w Europie wzrasta jej uzależnienie od „dobrej woli Ameryki”. – „Paradoks polega na tym, że Donald Trump jest pierwszym prezydentem USA od 1949 r., kiedy powstało NATO, którego przywiązanie do sojuszu z Europą jest wątpliwe. Powtarza, że Europie nie ufa, że NATO jest marnowaniem pieniędzy”. Polacy więcej zyskują na handlu z Niemcami, więcej otrzymują od UE. To, co może zaoferować Ameryka, to bezpieczeństwo. Jednak nie wiemy, czy pod rządami Trumpa będzie chciała to zrobić – wyjaśnia Applebaum. – „Żaden dotychczasowy prezydent USA nie wahał się potwierdzić gwarancji wynikających z art. 5 NATO. Trump jest pierwszy” – podkreśla publicystka. I ostrzega. „Polska w relacjach z Ameryką Trumpa powinna być bardzo ostrożna. To jest prezydent, który kłamie. Zrywa umowy i nie przestrzega ustaleń”.

Na pytanie dziennikarza, czy zgadza się z poglądem, że po ledwie półtora roku rządów PiS-u spuścizna 1989 roku i ponad ćwierć wieku pracy nad demokracją zostały roztrwonione, odpowiada, że tego jeszcze nie wiadomo. Jak podkreśla, wiemy natomiast, że „na pewno PiS dokonuje zamachu na niektóre fundamentalne zasady funkcjonowania państwa przyjęte po 1989 r., do których stosowały się wszystkie dotychczasowe partie i rządy, łącznie z postkomunistami” Wylicza atak niezależność sądów i „totalne upolitycznienie” służby cywilnej, w której o rozdziale stanowisk decyduje teraz tylko i wyłącznie przynależność partyjna. Jak podkreśla, „mieliśmy z tym do czynienia w przeszłości, szczególnie w latach 90., ale teraz ta sytuacja występuje w całkiem nowej, ogromnej skali”. – „Bardzo znaczące jest to, że dziś na dobrą sprawę nie mamy pewności, czy następne wybory będą wolne. Nie można odrzucić scenariusza, że rząd w jakiś sposób będzie próbował wpłynąć na ich wynik. To obrazuje skalę zniszczeń demokracji. Jest za wcześnie, żeby stwierdzić, czy ona się obroni” – konkluduje Applebaum.

O pozycji międzynarodowej Polski historyczka mówi w kategoriach „wielkiej straty, być może nieodwracalnej”. Dlaczego? „Polska budowała reputację przez ponad 20 lat” – przypomina Applebaum. W efekcie „jej pozycja ciągle rosła, wzrastało znaczenie uprzywilejowanej relacji z Niemcami, podobne, wyjątkowe stosunki Polska zaczynała budować z Francją. Gdybyśmy dziś mieli inny rząd, rozmawialibyśmy o niemiecko-francusko-polskim przywództwie w Unii. Jestem przekonana, że po zwycięstwie Emmanuela Macrona we Francji i prawdopodobnej wygranej Angeli Merkel w Niemczech taki triumwirat by się wykształcił”. Dobrym przykładem jest fakt, że państwa zachodnie ufały Polsce w kwestii polityki ukraińskiej. – „W ostatniej dekadzie Polska była zdolna narzucić Unii politykę wobec Ukrainy, doprowadzić do umowy stowarzyszeniowej z tym państwem. Brytyjczycy, Francuzi i Niemcy pozwolili na to Warszawie, bo zaufali, że Polska jest odpowiedzialnym centrowym graczem europejskim” – wylicza Anne Applebaum. Teraz jednak „język antyeuropejski i działania wewnętrzne władzy sprawiają, że Polska wydaje się nieobliczalna i nieodpowiedzialna. Stała się państwem, na którym nie można polegać. Polska i Węgry są postrzegane jako skrajnie prawicowi szaleńcy Europy. Wielu ludzi na Zachodzie od zawsze miało taki właśnie stereotyp na temat Polski i dziś jest im bardzo wygodnie go szerzyć”. Nawet jak przyjdzie inny rząd, odbudowa reputacji i zaufania będzie trwała bardzo długo.

Lansowany dziś przez polską dyplomację tzw. sojusz Trójmorza (czyli, jak dopowiada dziennikarz „GW” plan bliższej współpracy między 12 państwami regionu, który ma zaowocować silniejszą pozycją w relacjach z dużymi krajami Europy) jest przez Applebaum postrzegany jako plan bez wyraźnie określonych celów. – „Musi być coś, na co ta dwunastka się umawia. Jakaś platforma wspólnych celów. Może ona istnieje, ale jeśli tak, nikt tego na razie nie wytłumaczył. Tymczasem, jeśli spojrzymy nie na 12 państw Trójmorza, lecz ledwie cztery kraje Grupy Wyszehradzkiej, jedyne, co je łączy, to sprzeciw wobec przyjmowania uchodźców” – tłumaczy publicystka „The Washington Post”.

Anne Applebaum dostrzega liczne podobieństwa między rządami Trumpa i władzą PiS-u. Jej zdaniem i prezydent USA i partia Kaczyńskiego reprezentują mniejszość. – „Największe poparcie, jakie PiS uzbierał w wyborach, sięgało 40 proc., częściej oscyluje w granicach 30 proc. Trump przegrał głosowanie powszechne, został prezydentem dzięki systemowi elektorskiemu. Dziś twarde poparcie dla niego nie przekracza 30 proc. I Trump, i PiS stają przed tym samym problemem politycznym: reprezentują mniejszość, a chcą się przedstawiać jako głos całego narodu. Pojawia się potrzeba utrzymywania władzy przy użyciu niedemokratycznych środków. Stąd ataki na sądy, na media” – wyjaśnia publicystka. Co ciekawe, w Stanach i w Polsce słychać ten sam język: u nas przeciwnicy władzy są „antypolscy”, tam – „nieamerykańscy” (unamerican). „Język jest narzędziem w taktyce tworzenia małych fanatycznych grup obywateli przywiązanych do tradycyjnej, etnicznie klarownej tożsamości” – mówi Applebaum. Podobieństw wskazuje więcej. Trumpa i PiS łączy też bardzo aktywny i agresywny trolling w mediach społecznościowych. Kolejna zbieżność – wymienia publicystka – to mejle wykradzione Demokratom i nagrane w restauracjach rozmowy polityków Platformy, które „zostały podobnie wykorzystane do histerycznych kampanii medialnych, które okazały się świetnym paliwem wyborczym”.

Kolejne z podobieństw ma szczególne konsekwencje dla Polski, zauważa publicystka. Otóż i PiS, i Trump działają na korzyść Rosji. Tylko że – zadaniem Aplebaum – „różnica jest taka, że Trump robi to świadomie. Jego związki biznesowe z Rosjanami są znane od kilkunastu lat. Obóz PiS-u, święcie przekonany o swojej antyrosyjskości, jest prorosyjski przez własną głupotę. Rozbijanie Unii jest w interesie Moskwy, tak samo jak osłabianie międzynarodowej pozycji Polski. Również w kontekście Ukrainy”. Nie ma wątpliwości, że koszty będą odmienne. Dlaczego? – „O ile Stanom raczej ujdzie to na sucho, bo są dużym, silnym krajem, o tyle dla Polski skutki mogą się okazać katastrofalne” – mówi Applebaum. Tym bardziej, że „Trump nie ma tak naprawdę pojęcia o Rosji i Putinie. Nie rozumie, jak działa ten kraj i jego przywódca. Jednocześnie darzy putinizm sympatią, co jeszcze do niedawna w przypadku prezydenta USA wydawało się niewyobrażalne. Trump podziwia w Putinie to, co nas wszystkich w nim przeraża, choćby gotowość do zabijania swoich wrogów. Amerykański prezydent zdaje się naśladować putinowski styl rządzenia” – mówi Applebaum.

Na czym polega to naśladownictwo? – „Spójrzmy, jak w systemie władzy [Putin] instaluje członków swojej rodziny. Władza polityczna wykorzystywana do bogacenia się i bogactwo zaprzęgane do zdobywania władzy to bardzo rosyjski sposób patrzenia na politykę. Putin jest od Trumpa bogatszy i ma więcej władzy. Trump marzy o sprawowaniu takiej kontroli nad społeczeństwem, jaką ma Putin w Rosji” – wyjaśnia publicystka. Podkreśla jednak, w kontekście rozpoczynającego się w piątek szczytu G20 w Hamburgu, na którym dojdzie m.in. do spotkania przywódcy USA i Rosji, że „Trump nadal będzie dążył do jakiegoś układu z Rosją. Jest bardzo mało spraw, w których pokazuje konsekwencję, nie zmienia zdania. Ale w dwóch kwestiach mówi to samo od ponad dekady – ciągle wyraża niechęć do NATO i podziw dla Rosji Putina. Traktowałabym to bardzo poważnie” – kwituje swoje analizy geopolityczne Anne Applebaum.

Tylko, czy politycy PiS zdają sobie sprawę z powagi sytuacji?

mpm

Źródło: wyborcza.pl

koduj24.pl

Kaczyński i jego Sulamitka Morawiecki w Przysusze

Kaczyński i jego Sulamitka Morawiecki w Przysusze

 Waldemar Mystkowski  1 lipca 2017

Kongres PiS w Przysusze to był show jednego aktora z dodatkiem – miał zwodniczy odsyłacz hasłowy – hasztag, jak nazywają nasi impotenci językowi – #PolskaJestJedna. Czemu kongres służył? Uspokojeniu nastrojów na czas wakacji, ale przede wszystkim wyznaczaniu dróg do jednego celu. Niestety, dla wprawnego ucha wybrzmiało to, co planuje Jarosław Kaczyński – Polexit poprzez front walki z Niemcami.

Odszkodowania za II wojnę światową kiedyś były podnoszone przez Kaczyńskiego, potem porzucone. Jakiś czas temu usłużne media prawicowo-narodowe („narodowe” nazywam TVP i radia publiczne, acz bliżej im do gadzinówek) powróciły do tematu. A teraz na kongresie prezes zdefiniował: – „Czy otrzymaliśmy za te gigantyczne szkody, których tak naprawdę nie odrobiliśmy do dziś jakiekolwiek odszkodowania? Polska nigdy nie zrzekła się takich odszkodowań. Ci, którzy tak sądzą, są w błędzie”.

Unia Europejska jest już w całości wrogiem dla PiS, a będzie jeszcze większym, bo w kraju kolejne dziedziny życia publicznego będą zagarniane przez partię rządzącą. Sięgnięcie po media prywatne, które będą parcelowane, a następnie przywłaszczane pod hasłem „dekoncentracji mediów”. Oraz gmeranie przy ordynacji wyborczej, nie chodzi tylko o samorządy, które nie są pisowskie, ale przede wszystkim o uczynienie z ordynacji perpetuum mobile wygrywania wyborów. Już dzisiaj da się prześwietlić, jak PiS zamierza wygrywać.

Unia Europejska jeszcze silniej zareaguje na dalsze rozwalanie demokracji w Polsce, więc Kaczyński będzie szukał kiełbasy populistycznej, którą zechce kupić Polaków. Nie będzie to takie proste, bo budżet już trzeszczy, wyniki gospodarcze są dużo gorsze niż za poprzedniego rządu, a wydatki będą jeszcze większe i większe.

Dlatego na kongresie został dowartościowany Mateusz Morawiecki, Szydło tylko siedziała w pierwszym rzędzie i świeciła w nowym makijażu. Ona już jest bez znaczenia dla Kaczyńskiego. Morawiecki jednak nie jest Salomonem – przynajmniej gospodarczym. Przeciwnie, dlatego robi za Salomona od „Pieśni nad pieśniami”. Salomona od poezji.

Salomon pisał do Sulamitki: „Niech mnie ucałuje pocałunkami swych ust (…) Pociągnij mnie za sobą! Pobiegnijmy! Wprowadź mnie… (etc.)”. Morawiecki do Kaczyńskiego: – „Przemawiać po Jarosławie Kaczyńskim to gorzej niż gonić karuzele vatowskie. Tam gonisz, gonisz i łapiemy. A tu gonisz i nie ma szans dogonić”.
Czyż to nie poezja? I co Sulamitka Morawiecki obiecuje Salomonowi? Proszę bardzo: „Wybudujemy centralny port komunikacyjny”. Po wykopaniu Polski z Unii Europejskiej „centralny port” będzie konkurencyjny do niemieckich? Już to widzę. Do tego Morawiecki jest kiepskim mówcą, nie jest ekonomistą, ale jako rzekłem: poetą ekonomii i to w wydaniu grafomana (niedrukowalnego). Zacytuję jeszcze Salomona w dialogu z Sulamitką: „Wisiorki zrobimy ci złote z kuleczkami ze srebra” – tak składa obiecanki prezesowi jego oblubieniec Morawiecki.

Szkoda, że na kongresie zabrakło mowy innego wicepremiera Piotra Glińskiego (mego ulubionego lewusa intelektualnego), który mógłby obiecać ze dwa filmy hollywoodzkie. Przemawiał za to proboszcz Jarosław Gowin, lecz nie warto go wspominać, bo jego kadzidła były duszące.

Ja tu sobie kpię, a sprawa jest poważna. Tacy katastrofalni ludzie rządzą i nie liczą się z niczym. Równolegle do „pikniku od umysłu” w Przysusze na warszawskiej Pradze odbywała się Rada Krajowa Platformy Obywatelskiej. Grzegorz Schetyna poczynił kilka ważnych obietnic dla Polaków, które stoją w opozycji do PiS, co jest zrozumiałe, bo po PiS trzeba będzie Polskę odbudowywać. Już jest z czego podnosić ojczyznę, a będzie jeszcze gorzej, zanim PiS odejdzie od koryta (odsunięty bądź wyrżnięty w dno), może zechcieć to koryto rozwalić na naszych głowach.

Na razie partia Kaczyńskiego korzysta z osiągnięć Polaków i poprzednich rządów. Właściwym hasztagiem dla tego kongresu byłby #PolskaJestKorytem.

Waldemar Mystkowski

koduj24.pl

Petru o wystąpieniu Kaczyńskiego: to była propaganda sukcesu

publikacja: 01.07.2017

Foto: Fotorzepa, Jerzy Dudek

Wystąpienie Jarosława Kaczyńskiego było propagandą sukcesu, mnie przypominało wystąpienie wczesnego Edwarda Gierka albo późnego Castro – powiedział w sobotę PAP lider Nowoczesnej Ryszard Petru, oceniając wystąpienie lidera PiS na kongresie tej partii.

 

W sobotę w Przysusze na Mazowszu odbyła się druga część (pierwsza była w ubiegłym roku) piątego kongresu PiS oraz – po podjęciu uchwały – konwencja Zjednoczonej Prawicy. „Musimy budować Polskę sprawiedliwą, zasobną i nowoczesną” – mówił prezes PiS. Podkreślał, że reforma sądów jest kwestią fundamentalną, chwalił zmiany dotyczące spraw społecznych i apelował o szybszą realizację programu Mieszkanie Plus.

„To, co zaproponował Kaczyński, to jest taka wizja państwa zcentralizowanego, zarządzanego przez satrapę, czyli jego, gdzie nie ma miejsca na indywidualizm, gdzie wszystko jest pod kontrolą” – mówił Petru.

Ocenił, że wbrew temu, co mówił w swoim wystąpieniu wicepremier Mateusz Morawiecki, polska gospodarka nie rozwija się dobrze. „Morawiecki mówił, że wszystko jest świetnie, ale gospodarka rozwija się na trzech silnikach: eksporcie, inwestycjach i konsumpcji. I te dwa pierwsze silniki nie działają w ogóle, tylko wszystko jest na konsumpcji, która jest na kredyt” – dodał Petru.

„Bardzo przeraża mnie samopoczucie PiS, że wszystko jest dobrze, jeśli chodzi o nasze relacje w NATO czy też w UE. Bo mamy najgorsze relacje w historii w tych organizacjach. I to, że Donald Trump do nas przyjeżdża, nie oznacza, że jesteśmy bezpieczniejsi, tylko to jest element jego geopolityki” – podkreślił lider Nowoczesnej.

W sobotę odbyła się także Rada Krajowa Platformy Obywatelskiej. Lider PO Grzegorz Schetyna przekonywał, że Polacy mają do wyboru dwie wizje: „Jarosława Kaczyńskiego – państwa autorytarnego, budowanego na nienawiści, dryfującego po peryferiach Europy i wizję PO – kraju wolnego, solidarnego, bezpiecznego i europejskiego”. Ocenił, że mamy dzisiaj do czynienia w Polsce z „ekipą podpalaczy, którzy chcą doprowadzić do nowej wojny”, którzy chcą „zwycięstwa rządów, które są przeciw, które są agresywnym atakiem na wolność”. „Nie będzie na to zgody” – oświadczył Schetyna.

 

Zdaniem lidera Nowoczesnej propozycja PO nie jest alternatywną dla rządów PiS. „W moim przekonaniu nie można tylko krytykować PiS, bo Platformy przekaz był taki, że jak będzie tak, jak teraz, to będzie świetnie; ale przecież przyczyną, dla której PiS wygrał wybory, było to, że wcale nie było świetnie. PiS i PO mówią to samo w kwestii uchodźców, w kwestii 500 plus i wieku emerytalnego. Czyli jeśli chodzi o kwestie merytoryczne, to obie partie się nie różnią od siebie” – powiedział.

Jego zdaniem różnią się tym, że „Kaczyński jest przeciwko Schetynie, a Schetyna przeciwko Kaczyńskiemu”. „PO nie prezentuje żadnej alternatywy wobec PiS, a na samym programie +anty-PiS+ nie wygra wyborów żadna partia. Bo ludzie potrzebują nadziei, perspektywy lepszego jutra, wyższych zarobków, aktywizacji zawodowej” – podkreślił Petru.

„Nowoczesna proponuje konkretny program – Polskę nowoczesną, aktywną, w kontrze do Polski na zasiłkach produkcji PiS” – dodał.

rp.pl

Kaczyński: Polska nigdy nie zrzekła się odszkodowań. Ci, którzy tak sądzą, są w błędzie

jagor, IAR, 01.07.2017

Kongres PiS, Jarosław Kaczyński

Kongres PiS, Jarosław Kaczyński (SŁAWOMIR KAMIŃSKI)

Blisko 1000 delegatów w Przysusze koło Radomia wysłuchało długiego przemówienia prezesa PiS. Kaczyński na kongresie partii podsumował rok rządów i wytyczył cele na przyszłość. Mówił o Trybunale, uchodźcach, II wojnie i… odbudowie zamków.

 

Kongres odbywa się w Przysusze, miejscowości odległej o 40 km od Radomia, bo jak mówiła rzeczniczka PiS, nie tylko duże miasta zasługują na uwagę.

Zobacz też:  Rada Krajowa PO i kongres PiS w Przysusze [NA ŻYWO]

Wśród osiągnięć rządu, które wymienił prezes PiS Jarosław Kaczyński, była reforma oświatowa, utworzenie Krajowej Administracji Skarbowej oraz stworzenie Wojsk Obrony Terytorialnej. – Można powiedzieć, że idziemy we właściwym kierunku – powiedział Jarosław Kaczyński. Dodał, że „prawa Polaków realizujemy wśród sprzeciwów”.

O Trybunale: Było wokół tego wiele krzyku

Prezes PiS odniósł się też do sprawy zmian w Trybunale Konstytucyjnym. Jak powiedział, jego ugrupowanie „próbowało zmienić w sposób racjonalny Trybunał Konstytucyjny”. W ocenie Jarosława Kaczyńskiego w ostatecznym rachunku zmiany ustawowe są niewielkie. – Było wokół tego wiele krzyku, ale Trybunał spokojnie działa dalej i wbrew temu co twierdzą niektórzy, wcale nie zawsze nam sprzyja – dodał lider partii rządzącej.

O imigrantach: Mamy pełne, moralne prawo powiedzieć „nie”!

Zagrożenie bezpieczeństwa obywateli oraz problemy ekonomiczne wskazał Jarosław Kaczyński jako argumenty przeciwko przyjmowaniu do Polski imigrantów z Bliskiego Wschodu i Afryki. Prezes PiS odniósł się do tej kwestii podczas kongresu PiS w Przysusze.

Jarosław Kaczyński wskazał przykład Finlandii, gdzie – jak mówił – przyjęto niegdyś stu imigrantów, a obecnie jest ich 26 tysięcy. – Przelicznik jeden do dwustu sześćdziesięciu. Nam by wystarczył dużo mniejszy, żeby powstał wielki problem, odnoszący się do bezpieczeństwa – powiedział lider PiS. Dodał, że nie chodzi tylko o terroryzm, a o „zwykłe bezpieczeństwo”. – Nie ma żadnego powodu, żebyśmy radykalnie obniżyli standard jakości naszego życia, życia Polaków – podkreślił Kaczyński.

Prezes PiS dodał, że Polska nie ponosi żadnej winy za sytuację, w jakiej znaleźli się uchodźcy. – Nie eksploatowaliśmy tych państw, w których ci uchodźcy dziś do Europy przyjeżdżają, nie korzystaliśmy z ich siły roboczej i wreszcie – nie wzywaliśmy ich do Europy. Mamy pełne, moralne prawo powiedzieć ‚nie’! – podsumował prezes PiS.

Polska nigdy nie zrzekła się odszkodowań

Kaczyński zaznaczył, że jego ugrupowanie bardzo ceni sobie europejskie fundusze. Prezes podkreślił, że to, iż PiS ceni sobie środki unijne nie oznacza tego, że straciło prawo do oceny kontekstu historycznego, który dotyczy tych środków. Jarosław Kaczyński mówił, że Polska jako pierwsza sprzeciwiła się niemieckiemu hitleryzmowi, a później została zaatakowana przez ZSRR. – Czy otrzymaliśmy za te gigantyczne szkody, których tak naprawdę nie odrobiliśmy do dziś (…) jakiekolwiek odszkodowania? Polska nigdy nie zrzekła się takich odszkodowań. Ci, którzy tak sądzą, są w błędzie – powiedział Kaczyński. – Czy wobec tego, historycznie rzecz biorąc, nie mamy pewnych moralnych praw? – dodał.

Najważniejsze dla Polski - Mieszkanie Plus

Kaczyński przyznał, że Mieszkanie Plus to najważniejszy obok 500 Plus program społeczny rządu. – I tu są zgrzyty, to jakby szło i w pewnym momencie się zatrzymało – ocenił prezes PiS dodając, że zaistniały błędy, które można wyjaśnić jedynie „subiektywnymi przyczynami”. – I to musi być zmienione – podsumował podkreślając, że program Mieszkanie Plus jest ważny, bo odpowiada na oczekiwania milionów ludzi.

Prezes PiS mówił też, że jego ugrupowanie chce, żeby Polska była piękna, stąd Fundusz Odbudowy Zabytków. – Odbudujemy zamki z czasów kazimierzowskich, wybudowane w czasach Kazimierza Wielkiego. Potrzebne lekcje estetyki w szkołach. Stosunki ze środowiskami twórczymi nie są łatwe. Chcemy stworzyć Akademię Literatury. Może tak powstanie grupa rzeczywistych autorytetów. Mamy w planach system zachęt dla filmowców. Jeśli możliwości gospodarcze pozwolą, to mamy w planach przywrócić 50-proc. zniżkę, jeśli chodzi o twórczość artystyczną – wyliczał.

 

gazeta.pl

Aleksandra Zawisza

Kto się boi KOD-u: #MotoKOD odeskortowany na parking. KOD-erzy wypuszczeni dopiero po tym, gdy obiecali, iż nie pojadą przez Przysuchę.

Schetyna na kongresie PO: „Mamy do czynienia z ekipą podpalaczy. TVP to hańba”

Natalia Bet, 01.07.2017

Rada Krajowa Platformy Obywatelskiej Fot. Jacek Marczewski / Agencja Gazeta

Rada Krajowa Platformy Obywatelskiej Fot. Jacek Marczewski / Agencja Gazeta (Fot. Jacek Marczewski / Agencja Gazeta)

- Po wyborach wszyscy ukarani za niepłacenie abonamentu będą mogli liczyć na rekompensatę. Europa to nie jest supermarket. Nie pozwolimy na ksenofobię – to słowa Grzegorz Schetyny podczas sobotniej konwencji programowej Platformy Obywatelskiej.
W przemówieniu otwierającym kongres PO lider partii już na samym początku podkreślił, że „wolności trzeba bronić, bo to trudny dla niej czas. Widzieliśmy, jak można czynić zło, upokarzać ludzi, budować z Polski pośmiewisko na świecie. Mamy do czynienia z ekipą podpalaczy, którzy chcą konfliktu, zła.”

„Nie pozwolimy, by przez ksenofobię…”

Dużo miejsca w swoim wystąpieniu poświęcił syryjskim uchodźcom.

Polska nie stanie się krajem otwartym na setki tysięcy uchodźców, jak straszy PiS, ale Polska nie może nie być solidarna z tymi, którzy uciekają przed bombami i walczą o swoje życie. Oszustwem PiS jest straszenie Polaków zagrożeniem terrorystycznym. Nie zostawimy potrzebujących bez pomocy

- powiedział Grzegorz Schetyna.

I skierował swoje słowa do premier Beaty Szydło i ministra Mariusza Błaszczaka: – Nie bójcie się, wstańcie z kolan, nie bójcie się kilkudziesięciu kobiet i dzieci - powiedział.

.@SchetynadlaPO: Nie pozwolimy na to, żeby Kaczyński czy premier Szydło wyrzucili Polskę z Europy. #PolskaWolności

Powiedział także, że „Dzień po dniu ekskluzywna pozycja Polski jest degradowana przez rządy PiS. Nie pozwolimy, by przez ksenofobię rządzący wyprowadzili nas z Europy”.

Podkreślił również, że „Polska jest wyprowadzana przez Macierewicza z Eurokorpusu”.

To symbol porażki w Europie. Europa to nie jest supermarket. Nie można szukać wrogów, pouczać, podnosić głosu. To ślepa uliczka, którą podąża rząd PiS.

Schetyna o Tusku

Lider partii PO skomentował także głosowanie polskiego rządu ws. wyboru Donalda Tuska na szefa Rady Europejskiej. „Nie pozwolimy na wyrzucenie Polski z Europy. Nie pozwolimy na zmianę polskiej historii” – powiedział Schetyna. I dodał: „Polskość to nie jest autorytaryzm i partyjna sitwa, to nie jest odwracanie się od Europy”. Odbudujemy Polskę wolną, solidarną i europejską, która nie będzie miała dominacji PiS”.

„Nie płaćcie abonamentu”

Schetyna wezwał też do obywatelskiego nieposłuszeństwa w sprawie abonamentu RTV.

Po wyborach wszyscy ukarani za niepłacenie abonamentu będą mogli liczyć na rekompensatę, obiecuję

- zadeklarował.

„TVP to hańba”

W przemówieniu Schetyny nie zabrakło też wątku poświęconego TVP. Jego zdaniem „telewizja publiczna stosuje propagandę w stylu goebbelsowskim. TVP to hańba dla tych, którzy budują podziały. „Odpowiecie za to wszystko, co dzisiaj robicie!”

Swoje wystąpienie zakończył obietnicą, że PO wygra kolejne wybory.

D. Tusk: Będę robić wszystko, żeby uchronić polski rząd przed polityczną izolacją


http://www.gazeta.tv/plej/19,114927,21479189,video.html

TOK FM

SOBOTA, 1 LIPCA 2017

Ziobro: Sądy są najważniejszą dzisiaj instytucją wymagającą gruntownej reformy

15:09

Ziobro: Sądy są najważniejszą dzisiaj instytucją wymagającą gruntownej reformy

– Sądy są najważniejszą dzisiaj instytucją wymagającą gruntownej reformy. Musimy tę instytucję zreformować, wyczyścić stajnię Augiasza – mówił Zbigniew Ziobro na kongresie Zjednoczonej Prawicy.

14:56

 

Ziobro: Cieszę się, że jesteśmy zjednoczeni

– Cieszę się, iż jesteśmy razem, że jesteśmy zjednoczeni, że jesteśmy jednością, bo to daje owoce, a po owocach ich poznacie – mówił Zbigniew Ziobro na kongresie Zjednoczonej Prawicy. Jak stwierdził, Jarosław Kaczyński jest gwarantem jedności.

– Jestem przekonany, że gdyby oni [opozycja] doszli do władzy, to odebraliby 500+ i przeznaczyli je na swoje cele – mówił dalej.

14:54

 

Gowin: Podejmiemy starania, aby w przyszłorocznym budżecie znaleźć dodatkowy 1 mld zł na naukę

– Ustaliliśmy, że podejmiemy starania, aby w przyszłorocznym budżecie znaleźć dodatkowy 1 mld zł na naukę – mówił Jarosław Gowin na kongresie Zjednoczonej Prawicy. Wicepremier poinformował też, że Polska Razem przygotowała projekt korekty ubiegłorocznej ustawy o wstrzymaniu nieruchomości – chodzi o tzw. ustawę o ziemi.

SOBOTA, 1 LIPCA 2017

Gowin: Pora na solidarność z przedsiębiorcami. Mam na myśli zwłaszcza mikroprzedsiębiorców

14:43

Gowin: Pora na solidarność z przedsiębiorcami. Mam na myśli zwłaszcza mikroprzedsiębiorców

– Pora na solidarność z przedsiębiorcami. Mam na myśli zwłaszcza mikroprzedsiębiorców – mówił Jarosław Gowin na kongresie Zjednoczonej Prawicy. Jak dodał: – Chcemy do tej grupy wyciągnąć rękę i zaproponować ustawę o tzw. małej działalności gospodarczej.

14:41

 

Gowin: 40+ to cel, który powinniśmy sobie postawić

– Bilans naszych działań jest zdecydowanie pozytywni i Polacy to dostrzegają (…) 40+ to cel, który powinniśmy sobie postawić – mówił Jarosław Gowin na kongresie Zjednoczonej Prawicy.

14:36

 

Gowin: Nie było po 1989 roku tak dobrego, przyjaznego porozumienia, jak współpraca trzech partii ZP

– Nie było po 1989 roku tak dobrego, przyjaznego porozumienia, jak współpraca trzech partii Zjednoczonej Prawicy i za to wam wszystkim dziękuję – mówił Jarosław Gowin na kongresie Zjednoczonej Prawicy. Jak dodał:

„To nie znaczy, że nie ma różnic i napięć, ale my potrafimy stworzyć coś w rodzaju katedry gotyckiej, gdzie harmonię buduje się poprzez napięcia i poprzez takie napięcia, twórczą rozmowę zbudowaliśmy program i realizujemy program głębokiej przebudowy Polski”

Gowin mówił też, że Donald Tusk zaatakował własny kraj, przeinaczając słowa premier Szydło.

14:07

 

Morawiecki: Wybudujemy centralny port komunikacyjny, rozważymy budowę kolei dużych prędkości

– Wybudujemy centralny port komunikacyjny. To jest dla nas kluczowy projekt infrastrukturalny. Będzie szybciej wybudowany, niż się wielu przeciwnikom tej inwestycji wydaje – mówił Mateusz Morawiecki na kongresie PiS. Wcześniej mówił, że pierwszym wielkim projektem jest program uszczelniania systemu podatkowego.

– Rozważmy budowę kolei dużych prędkości. Bardzo szybko pomogłyby w dobrej komunikacji wielu naszych aglomeracji – dodał. Zapowiedział też: – Będziemy mieli też środki na budowę nowych mostów.

Inne obietnice to 5000 nowych ścieżek rowerowych, Via Carpatia czy „100 megabitów na 100-lecie niepodległości”.

13:59

 

Morawiecki: Najbardziej potrzebne są oszczędności, inwestycje, innowacje, eksport i infrastruktura

– Najbardziej potrzebne są oszczędności, inwestycje, innowacje, eksport i infrastruktura. Wtedy odniesiemy największy sukces i zupełnie bez porównania są te kraje, które w oparciu o te założenia oparły swój wzrost gospodarczy – mówił Mateusz Morawiecki na kongresie PiS.

– My patrzymy na gospodarkę z punktu widzenia łączenia. Staramy się łączyć gospodarkę lokalną z wyjściem na Europę, ale również całą gospodarkę ze społeczeństwem – dodał. Jak mówił dalej:

„Chcemy łączyć różne inne wymiary – lokalny i ogólnopolski, chcemy jednocześnie dawać dobrą perspektywę do rozwoju dla tych mniejszych firm z mniejszych ośrodków. W tych mniejszych ośrodkach narodziło się wiele wspaniałych polskich firm. Nasz program gospodarczy jest głównie dla nich”

– My jesteśmy obozem politycznym, który działa w waszym interesie. Rządem, który chce budować polski kapitał, własność, bo walka o nasze interesy w Brukseli jest w naszym interesie. Walka o równą konkurencję jest w naszym interesie – mówił dalej.

„Potrzebujemy więcej oszczędności, żeby przekładały się na inwestycje. Kilkanaście razy podkreślamy w programie PiS, aby odchudzić administrację publiczną, żeby zmniejszyć wydatki na administrację i dzięki temu doprowadzić też do oszczędności”

13:42

 

Morawiecki: Mam poczucie, że żyję w Polsce solidarnej

– Mam poczucie, że żyję w Polsce solidarnej. Że to kraj, który dba o swoich ludzi tak, jak przez 28 lat nikt nie dbał o rodziny, dzieci, pacjentów, tych wszystkich, którzy wymagają wsparcia. Również o zwykłe polskie rodziny, zwykłego człowieka – mówił Mateusz Morawiecki na kongresie PiS.

13:35

 

Morawiecki: Nasz nowy model gospodarczy daje dobre rezultaty

– Nasz nowy model gospodarczy daje dobre rezultaty. Nie tylko wzrost gospodarczy jest mocny, ale chcę podkreślić aspekty społeczne. Dzięki naszym działaniom doprowadziliśmy do zmniejszenia nierówności – mówił Mateusz Morawiecki na kongresie PiS. Jak podkreślał, teraz rząd odbudowuje rzeczywistą i suwerenną politykę gospodarczą. – Po 28 latach możemy powiedzieć, że nasz kraj osiągnął pełną dojrzałość. Można powiedzieć, że zdał maturę – mówił dalej.

13:31

 

Morawiecki: Jesteśmy ekipą solidarnościową

– Ten kongres jest po to, żeby ludzie wyjeżdżali na wakacje w jeszcze lepszych humorach i żeby jeszcze więcej polskich rodzin stać było na wyjeżdżanie na wakacje – mówił Mateusz Morawiecki na kongresie PiS. Jak mówił dalej, atakują nas, bo jesteśmy ekipą solidarnościową, bo przykładamy wagę do równych szans – mówił Mateusz Morawiecki na kongresie PiS.

13:25

 

Morawiecki: Zrealizowaliśmy nasze obietnice bez podwyższania podatków

– Przemawiać po Jarosławie Kaczyńskim to gorzej niż gonić karuzele vatowskie. Tam gonisz, gonisz i łapiemy. A tu gonisz i nie ma szans dogonić – mówił Mateusz Morawiecki na kongresie PiS. Jak dodał:

„Zrealizowaliśmy nasze wielkie obietnice społeczne przed wyborcze. 500+, obniżenie wieku emerytalnego, ale również szereg innych działań społecznych dla rolników, wsi, 75+, ubezpieczenia i wiele innych działań prorodzinnych, prospołecznych, o których czasami zapominamy. Wszytko to zrobiliśmy bez podwyższania podatków”

13:18

 

Kaczyński krytykuje realizację Mieszkanie+ i zapowiada na listopad ocenę

– Mniej więcej w listopadzie będzie 2 lata rządów i związana z tym ocena. To będzie ocena z realizacji społecznego programu [Mieszkanie+]. Ludzie tego po prostu chcą – mówił Jarosław Kaczyński na kongresie PiS.

– Nasz super ważny, najważniejszy obok 500+ program społeczny i tu są zgrzyty, jakby to szło i w pewnym momencie się zatrzymało. Tu są błędy i sprawy, które można wyjaśnić tylko tymi subiektywnymi przyczynami. To musi być zmienione – mówił wcześniej prezes PiS.

Kaczyński przyznał też, że likwidacja NFZ to temat na następną kadencję. Wydaje się, że krytykował też ministra zdrowia, mówiąc, że do załatwienia teraz jest problem nocnych kolejek ludzi chorych.

13:15

 

Kaczyński zapowiada program dla emerytów

– Jeśli sytuacja na to pozwoli, trzeba będzie uczynić kilka kroków do przodu. Nie będę tego precyzował, ale jest taka potrzeba, oczekiwanie – mówił Jarosław Kaczyński na kongresie PiS, zapowiadając program dla emerytów.

13:11

 

Kaczyński: Wprowadzimy dekoncentrację mediów

– Wprowadzimy je [przepisy dekoncentracyjne]. Dla dobra Polski, obywateli, dlatego, żeby byli naprawdę obywatelami, bo obywatel ma wybór – mówił Jarosław Kaczyński na kongresie PiS.

13:04

 

Kaczyński: Reforma sądów jest fundamentalna

– Reforma sadów – właściwie wszystko jest gotowe, choć są tam jeszcze jakieś dyskusje trwają. To absolutnie fundamentalna reforma. Musicie sobie państwo uświadomić, że sądy są ostatnie barykadą państwa, podejmowania decyzji – mówił Jarosław Kaczyński na kongresie PiS.

13:03

 

Kaczyński do Waszczykowskiego: Złogów u pana jest dużo

– Jeśli chodzi o MSZ – sprawa już jest zaawansowana, choć nie zakończona, bo ustawa jest w podkomisji. Tę ustawę trzeba w końcu uchwalić, bo panie ministrze, kłaniają się panu, ale złogów u pana jest dużo – mówił Jarosław Kaczyński na kongresie PiS, nawiązując do ustawy o służbie zagranicznej.

Prezes Pis stwierdził też, że zmian w Polsce nie jest za dużo. – Zmian nie jest tak dużo, jak nam zarzucają. My nie mamy żadnego powodu, by trzymać we władzach różnego rodzaju ludzi spod znaku “Sowy i przyjaciół”.

– Można powiedzieć zmian jest za mało (…) Nie możemy na nic przymykać oczu, musimy być w tych sprawach czujni – dodał.

12:57

 

Kaczyński zapowiada prace nad zmianami w ordynacji wyborczej

Jarosław Kaczyński mówił na kongresie PiS o zmianach w ordynacji wyborczej. Wymienił m.in. przezroczyste urny, kamery, nowy sposób liczenia głosów i przechowywania kart. Jak stwierdził, JOW-y w mniejszych gminach jest bardzo wątpliwe z punktu widzenia demokracji i trzeba się nad tym zastanowić. Dalej mówił, ze jest kwestia tego, kto ma organizować wybory. – To wszystko przed nami. Pracuje nad tym minister Schreiber – stwierdził.

12:54

 

Kaczyński: Jest potrzeba wyraźnego wyklarowania ekonomicznego kierownictwa rządu

– Jest potrzeba pełnego wyklarowania kierownictwa ekonomicznego rządu. Trzeba odróżnić ogólne przywództwo od ekonomicznego. Ten proces, który przebiegał z kłopotami, nie jest do końca – dla mnie, obserwatora – zakończony. Chciałbym, żeby ten proces się zakończył. To powinno być powszechne przekonanie. To jest nam potrzebne, żeby zrealizować wielkie zamysły, które są przed nami – mówił Jarosław Kaczyński na kongresie PiS.

– Szef MSWiA powinien przejąć do swojego urzędu mechanizmy kontrolne, jeśli chodzi o służby. One nie powinny być w służbach, bo nikt się sam dobrze nie kontroluje – dodał.

12:45

 

Kaczyński: Mamy prawo powiedzieć „nie” ws. przyjmowania uchodźców

– My się nie uchylamy, tylko nie chcemy mieć problemów, do których się nie przyczyniliśmy – mówił Jarosław Kaczyński na kongresie PiS. Jak dodał, mamy prawo powiedzieć „nie” ws. przyjmowania uchodźców.

12:39

 

Kaczyński: Nikt nam nie może zarzucić antyeuropejskości

– Popieraliśmy wejście Polski do UE także wtedy, gdy było referendum. Krótko mówiąc, nikt nam nie może zarzucić, bo to się nam wmawia, antyeuropejskości. Bardzo cenimy sobie europejskie środki i dlatego, że umożliwiają inwestycje, ale także dlatego, że one przełamały tę niezdolność III RP do jakichkolwiek wielkich przedsięwzięć społecznych (…) Ale to, że cenimy, nie oznacza, że tracimy przez to prawo do innych ocen, w tym także do ocen kontekstu historycznego i ekonomicznego – mówił Jarosław Kaczyński na kongresie PiS. Dalej mówił, że Polska pierwsza przeciwstawiła się zbrojnie hitleryzmowi, a nigdy nie zrzekła się oszkodowań wojennych.

12:24

 

Kaczyński: PiS było, jest i będzie partią wolności

– Chciałem powiedzieć jedno. PiS było, jest i będzie partią wolności. W przeciwieństwie do naszych poprzedników, my nie mamy zamiaru niczyjej wolności ograniczać. Odgrażać się autorom książek, które się nie podobają, próbować je zablokować, atakować uczelnie z powodu pracy magisterskiej czy wpadać ze służbami do czyjegoś domu, dlatego że ktoś wydaje jakąś stronę internetową. To praktyki naszych poprzedników i naszych dzisiejszych przeciwników. My jesteśmy z wolnością i będziemy tych zasad wolności przestrzegać – mówił Jarosław Kaczyński na kongresie PiS. Jak zaznaczył, „nie będziemy finansować ze środków publicznych obcej polityki historycznej”.

12:19

 

Kaczyński: TK nie zawsze nam sprzyja

– TK nie zawsze nam sprzyja. Mamy normalnie funkcjonujący, nieuprzedzony politycznie, ale wcale politycznie nikomu niepodporządkowany Trybunał Konstytucyjny – mówił Jarosław Kaczyński na kongresie PiS. Jak dodał, TK działa sprawnie.

 

12:13

 

Kaczyński: Idziemy we właściwym kierunku

– Po roku można powiedzieć, że idziemy we właściwym kierunku – mówił Jarosław Kaczyński na kongresie PiS. Szef partii rządzącej mówił też, że hasło „Polska jest jedna” oddaje istotę dążeń partii. – Chcemy, by Polacy mieli równe szanse. Wszystko jedno, czy są z Przysuchy, z inengo miasta, ze wsi czy wielkiego miasta – dodał.

12:13

 

Kaczyński: Idziemy we właściwym kierunku

– Po roku można powiedzieć, że idziemy we właściwym kierunku – mówił Jarosław Kaczyński na kongresie PiS. Szef partii rządzącej mówił też, że hasło „Polska jest jedna” oddaje istotę dążeń partii. – Chcemy, by Polacy mieli równe szanse. Wszystko jedno, czy są z Przysuchy, z inengo miasta, ze wsi czy wielkiego miasta – dodał.

11:34

 

Kaczyński: Potrzebna jest nam jedność, która przyniosła zwycięstwo

– To będzie kongres PiS tylko w pierwszej części. Później rozszerzamy się, stajemy się konwencją Zjednoczonej Prawicy. To, jak sądzę, bardzo potrzebne, a jedność, która przyniosła nam zwycięstwo, jest dzisiaj bardzo, bardzo potrzebna – mówił Jarosław Kaczyński na kongresie PiS.

11:23

 

Schetyna: Jeśli parlament przyjmie podniesienie haraczu na TVP, wezwiemy do niepłacenia tej opłaty

– Jeśli będzie tak, że na wniosek TVP parlament przyjmie podniesienie haraczu, wezwiemy do obywatelskiego nieposłuszeństwa, do niepłacenia tej opłaty – mówił Grzegorz Schetyna na Radzie Krajowej PO.

– Ci wszyscy, którzy będą karani za niepłacenie abonamentu, po wyborach będą mogli liczyć na rekompensatę – dodał.

11:19

 

Schetyna: Zbadamy i rozliczymy największą aferę ostatnich lat – aferę SKOK-ów

– W kampanii będziemy o tym mówić. Nie zostawimy tych rzeczy, które dzieją się dzisiaj, tych przestępstw, skrzywdzonych ludzi. Zbadamy i rozliczymy największą aferę ostatnich lat – aferę SKOK-ów, która kosztowała blisko 5 mld zł – mówił Grzegorz Schetyna na Radzie Krajowej PO.

Jak dodał, PO powoła komisję śledczą, a jeśli nie będzie na to zgody, to zostanie powołany specjalny zespół parlamentarny, który przygotuje pracę komisji śledczej. Schetyna zapowiedział też wyjaśnienie powiązań Antoniego Macierewicza.

11:17

 

Schetyna: Nie pozwolimy na rozpętanie histerii antyeuropejskiej

– Chcę powiedzieć wszystkim tym, którzy dzisiaj chcą się odsuwać od Europy, chcą od UE zrobić coś złego, gorszego. Nie pozwolimy na rozpętanie histerii antyeuropejskiej. Ani premier, ani szefowi MSZ ani prezydentowi. Polska była, jest i będzie w Europie – mówił Grzegorz Schetyna na Radzie Krajowej PO.

– Musimy odbudować obecność, pozycję w Europie. To jest najważniejsze. Przywrócić nam tę siłę i polską pozycję – dodał, zapowiadając, że wrócimy do Eurokorpusu i będziemy zaangażowali we współpracę obronną UE.

11:17

 

Schetyna: Do premier Szydło i ministra Błaszczaka mowię, nie bójcie się wstańcie z kolan, nie bójcie się kilkudziesięciu kobiet i dzieci

– Europa to nie jest supermarket, jak mawia Macron. Europa to wspólnota odpowiedzialności. To oczywiste, że wszyscy realizują swoje interesy, my też to robiliśmy. Budowaliśmy pozycję Polski. Nie można szukać wrogów, przeciwników, pouczać. To jest droga na ścianę. To jest ślepa uliczka – mówił Grzegorz Schetyna.

– Sprawa uchodźców służy budowaniu polityki nienawiści.  Chcę wyraźnie powiedzieć, że Polska nie stanie się krajem otwartych na setki tysięcy uchodźców. Nie będziemy tworzyć tutaj gett, konfliktów społecznych, jak straszy propaganda PiS i telewizja narodowa. Ale Polska nie może mieć twarzy bezdusznego i przestraszonego urzędnika, który odpycha od siebie odpowiedzialność, który nie jest solidarny z tymi, którzy naprawdę uciekają przed bombardowaniami. Cyniczne straszenie przez PiS, tworzenie terrorystycznego zagrożenia to bzdura i wszyscy muszą o tym wiedzieć. To oszustwo PiS. Można być w tym wszystkim człowiekiem, potrafić słuchać i wyciągnąć rękę. Można połączyć bezpieczeństwo Polaków z ludzką, realną pomocą, tymczasowym przyjęciem grupy kobiet i dzieci. Mówiliśmy o geście, o kilkudziesięciu osobach, kobietach i dzieciach. Pomożemy w tej kwestii, nie zostawimy ludzi, którzy potrzebują tego, bez pomocy. Do premier Szydło i ministra Błaszczaka mowię, nie bójcie się wstańcie z kolan, nie bójcie się kilkudziesięciu kobiet i dzieci. 

– Nie może być tak, że spotkanie z prezydentem USA jest traktowane jako ekskluzywne spotkanie środowiska PiS. Wszyscy Polacy mają do tego prawo. Nie może być tak, że ambasador amerykański zaprasza Polaków, proszę się tego nie bać.

11:08

 

Schetyna: Odbudujemy Polskę wolną, solidarną i europejską

– Odbudujemy Polskę wolną, solidarną i europejską. Polska, która nie będzie miała dominacji PiS-u – mówił Grzegorz Schetyna w trakcie Rady Krajowej PO.

11:05

 

Schetyna: Telewizja publiczna jest jednym z narzędzi siania nienawiści. Odpowiecie za to wszystko, co dziś robicie

– Roznieca się nietolerancję, chamstwo, wskazuje się gorszy sort. Słyszymy, że w Polsce nie wpuszcza się do kościoła matki z dzieckiem, które ma ciemniejszą karnację. Pluje się w twarz osobie, która jest inaczej ubrana. To obraz kopania w Radomiu demonstranta KOD. To polityka nienawiści rządów PiS. Nie możemy wspólnie na to pozwolić. To nie bierze się z niczego. To nie jest tak, że to się nagle pojawiło. Ludzie słuchają takiej propagandy. Telewizja jest jednym z narzędzi siania nienawiści. Jest narzędziem propagandy w stylu Goebbelsowskim. Ta telewizja to hańba dla tych którzy występują w tych programach. To element przemysłu nienawiści. Odpowiecie za to wszystko co dziś robicie – mówił Grzegorz Schetyna na Radzie Krajowej PO.

11:04

 

Schetyna: Nie pozwolimy na to, żeby Kaczyński i Szydło wyrzucili Polskę z Europy

– Jesteśmy na marginesie Europy, w 3 czy 4 prędkości. obok. Ale to też element polityki Kaczyńskiego, że im może na tym zależeć, bo przecież Polska na marginesie czy poza UE to Polska, w której wszystko będzie możliwe. Nie będzie żadnej zewnętrznej kontroli. Wszystko będzie można robić. Nie pozwolimy na to, żeby Kaczyński i premier Szydło wyrzucili Polskę z Europy. Nie pozwolimy na to – mówił Grzegorz Schetyna w trakcie Rady Krajowej PO.

11:03

 

Schetyna: To ścieżka do dyktatury, to odejście od demokracji

– Autorytarne działania władzy PiS, rządu PiS. To władza, która podporządkowuje wszystko, walczy z każdą niezależnością. Rozpędzenie TK, próba walki z władzą sądowniczą, z sądami. Przekształcenie służb, policji w narzędzie swojej walki. Ta władza walczy z każdą niezależnością. Tysiące PiSiewiczów, desant. Bezczelny krok szefa Kancelarii Prezydenta wepchniętej do dużej spółki. To jest pycha. Pycha zawsze kroczy przed upadkiem – mówił Grzegorz Schetyna.

– Mówiłem, że na twardą władzę musi być totalna opozycja. Ta władza jest dobra dla siebie i tak zła dla Polski. Nie spodziewaliśmy się, że będzie aż tak zła.

– To ścieżka do dyktatury, to odejście od demokracji. Nie pozwolimy na to – mówił Schetyna o zmianach dot. samorządów.

11:03

 

Schetyna: Te rządy to agresywny atak na wolność

– To trudny czas dla wolności, dlatego jest PO. Widzimy jak można upokarzać i krzywdzić ludzi. Mamy do czynienia z ekipą podpalaczy, którzy chcą doprowadzić do domowej wojny. Te rządy to agresywny atak na wolność. Kilkadziesiąt kilometrów stąd jest ta partia. Patrzymy na nich przez pryzmat tworzenia rządów jednej partii jak w latach 70 i 80. Działacze siedzący koło I sekretarza. Będzie się komentować kto siedzi bliżej I sekretarza a kto dalej – mówił Grzegorz Schetyna na Radzie Krajowej PO.

– Chcemy dawać gwarancję wolności, niezależności, pokazać patriotyzm z dobrej strony. W Polsce ciągle mamy obowiązującą Konstytucje i niezależne sądy i samorząd. Z tego musimy się cieszyć i o to dbać.

– Nie będzie Polski dumnej i podmiotowej, jeśli nie będzie twardego oporu wobec rządów PiS. Będziemy o nich pamiętać i wyciągniemy wnioski – mówił Schetyna.

300polityka.pl

SOBOTA, 1 LIPCA 2017

STAN GRY: Ikonowicz o interwencji u Kaczyńskiego ws Bodnara, Fakt: Test dla Morawieckiego, Sakiewicz o walce frakcji w PiS

— PIS CHWALI SIĘ EFEKTAMI SWOICH RZĄDÓW
http://300polityka.pl/news/2017/07/01/pis-w-kongresowym-materiale-podsumowuje-dotychczasowe-dokonania-rzadu/

— SCHETYNA O BOJKOCIE ABONAMENTU I UCHODŹCACH, KACZYŃSKI O WYKREOWANIU KIEROWNICTWA EKONOMICZNEGO RZĄDU, UCHODŹCACH, ADAMCZYKU I ORDYNACJI WYBORCZEJ
http://300polityka.pl/live/2017/07/01

— PIOTR IKONOWICZ O SWOICH LISTACH DO JAROSŁAWA KACZYŃSKIEGO – opowiada Elizie Olczyk: “Gdy rzecznikiem praw obywatelskich został Adam Bodnar, uzyskaliśmy w jego osobie potężnego sojusznika. To jest pierwszy rzecznik, który podejmuje nasze inicjatywy i robi to niezwykle skutecznie. Dlatego gdy zaczęła się nagonka na Bodnara i sięgnięto do argumentów, że on nie zajmuje się obroną obywateli, napisałem list do prezesa PiS, że mam dokładnie odwrotne zdanie. Wskazałem, jak bardzo on jest prospołeczny, i poprosiłem, żeby go zostawić w spokoju. Jarosław Kaczyński mi odpisał, że go nie ruszy. Później napisałem drugi list do prezesa PiS, gdy w Ministerstwie Infrastruktury zaczęto wprowadzać bardzo liberalne zmiany do prawa lokatorskiego. Chciano m.in. wykreślić przepis mówiący, komu należy się lokal socjalny w razie eksmisji – chodziło o kobiety w ciąży, bezrobotnych itd. Kontaktowałem się też w tej sprawie z Zosią Romaszewską, która jest szefową komisji interwencji w PiS. Wspólnymi siłami udało nam się ocalić prawa lokatorskie. A więc dwa razy pisałem do Kaczyńskiego i dwa razy z pozytywnym skutkiem”.

— PIS ZMNIEJSZYŁ SFERĘ UBÓSTWA – dalej Ikonowicz: “W odróżnieniu od poprzedników zauważa problemy społeczne, co nie znaczy, że je rozwiązuje. To jest raczej łatanie dziur. Poza tym, gdy się z nimi rozmawia o 500+, to oni zawsze się zarzekają, że to, co robią, jest pronatali-styczne, a nie socjalne. Słowo socjalne ich parzy. Dlatego ilekroć PiS robi coś prospołecznego, to mówię, że to jest wola boska czyniona rękami Tatarów. Ale i tak się cieszę, bo PiS znacznie zmniejszyło sferę ubóstwa, a ludzie zabiedzeni, zaszczuci siedzą cichą. Gdy człowiek ma 5 zł w kieszeni, to zaczyna się domagać swoich praw. PiS w tej chwili kładzie podwaliny pod słuszny i konieczny bunt społeczny. I nawet nie rozumie, że to robi. (śmiech)”.

— IKONOWICZ O KANDYDOWANIU W WARSZAWIE: “ Martwi mnie tylko to, że ludzie przestali postrzegać mnie jako polityka, a patrzą na mnie wyłącznie jak na działacza społecznego. A ja jestem politykiem. Dlatego będą kandydował na prezydenta Warszawy, żeby o tym przypomnieć”. 
http://www.rp.pl/Plus-Minus/306299937-Piotr-Ikonowicz-Nie-moge-byc-niezadowolony-ze-wspolpracy-z-PiS.html

— W NIEDZIELĘ TOMASZ SIEMONIAK KOŃCZY 50 LAT.

— 6 LAT TEMU zaczęła się polska prezydencja!

— TOMASZ SAKIEWICZ O FRAKCJACH W PIS – pisze w GPC: “Trzeba unikać budowy autonomicznych wewnętrznych frakcji. Wszyscy muszą grać do jednej bramki. Oznacza to, że zarówno pompowanie, jak i totalne wycinanie kolegów jest niebezpieczne. Po drugie, należy dbać o społeczne zaplecze – tu najsilniejsze stanowią Rodziny Radia Maryja i kluby „Gazety Polskiej”.

— SAKIEWICZ: UWAŻAĆ NA PRZEBIERAŃCÓW: “Nachalna propaganda to coś innego niż gorliwość wypływająca z serca. Mówiący prawdę bywają niewygodni, ale są zawsze po jasnej stronie. I na końcu, trzeba uważać na przebierańców, bo działacze i media ze stajni WSI penetrują dziś obóz patriotyczny, szczególnie Polonię”. 
http://gpcodziennie.pl/65715-przyjacielskieradynakongres.html

— KONGRES PRZEWODNIEJ SIŁY NARODU – tytuł tekstu Pawła Wrońskiego.

— NADCHODZI CZAS PRZEPOCZWARZENIA – Paweł Wroński w GW: “Celem prezesa Kaczyńskiego jest pełnia władzy. Dlatego już teraz partia „wchodzi w tryb wyborczy”. Nadchodzi czas przepoczwarzenia, po którym część publicystów znów uzna, że „ma już dość straszenia PiS-em”. Demokracja liberalna, państwo prawa nadal będą duszone. Chodzi tylko o to, by duszeni zanadto się nie miotali. Polska będzie się oddalać od Europy i dryfować na wschód. Chodzi tylko o to, by nie było o tym za głośno. A na koniec – by wszystko zagłuszyły oklaski”. 
http://wyborcza.pl/7,75968,22036680,pis-zjezdza-do-przysuchy-kongres-przewodniej-sily-narodu.html

— ZAMIESZANIE Z ABONAMENTEM – jedynka Faktu: PiS przestraszyło się wyborców.

— KURSKI ZACIĄGNIE KREDYT NA PRAWIE MILIARD – Radosław Gruca w Fakcie: “PiS przestraszyło się wyborców i pomysł uszczelnienia abonamentu RTV trafił do sejmowej „zamrażarki”. A co z finansami TVP? Uratuje je rząd! Jak ustalił Fakt, prezes Jacek Kurski (51 l.) zaciągnie w Banku Gospodarstwa Krajowego gigantyczny kredyt na koszt podatników! 800 mln zł – na tyle według naszych informacji – opiewa umowa pożyczki dla Telewizji Polskiej”. 
http://www.fakt.pl/wydarzenia/polityka/abonament-rtv-nowe-pomysly-kredyt-zamiast-abonamentu/h9372mt

— TEST DLA MORAWIECKIEGO – pisze w Fakcie Magdalena Rubaj: “500 zł dla emerytów co roku? Nic z tego. Niższe składki ZUS dla słabiej zarabiających przedsiębiorców? Być może. Auta elektryczne z Polski – to na pewno. – Hitów na miarę 500+ nie będzie – mówią zgodnie nasze źródła w rządzie i w partii. Morawiecki ma ogłosić listę wielkich inwestycji, w tym produkcję polskiego samochodu oraz m.in. propozycje ułatwień dla przedsiębiorców. Politycy PiS twierdzą, że jego wystąpienie będzie rodzajem testu dla wicepremiera”. 
http://www.fakt.pl/wydarzenia/polityka/kongres-pis-wazne-przemowienie-kaczynskiego/151dwr0

— W SPRAWIE AMBER GOLD NIE MA DRUGIEGO DNA– Dominika Wielowieyska w GW: “Tymczasem młody Tusk fascynował się branżą lotniczą i za wszelką cenę chciał się tym zajmować, nie bacząc na konsekwencje. Popełnił błędy, ale w tej historii nie ma żadnego drugiego dna ani żadnego układu, który koniecznie chce wytropić PiS”. 
http://wyborcza.pl/7,75968,22036967,malgorzata-wassermann-ma-niepowtarzalna-okazje-by-zaprezentowac.html

— O ZWIĄZKACH MACIEREWICZA Z ROSJĄ NA KANWIE KSIĄŻKI TOMASZA PIĄTKA – pisze Wojciech Czuchnowski w GW: “MON uruchamia prokuraturę, milczą za to służby specjalne powołane do tego, by strzec naszego bezpieczeństwa przed penetracją obcych wywiadów. Od roku na łamach „Wyborczej” Piątek pisze o współpracownikach i sojusznikach Macierewicza, którzy mają niezwykle podejrzane, niebezpieczne powiązania z rosyjskimi specsłużbami oraz mafią rosyjską, a te z kolei są pod kontrolą Kremla. Podobne informacje publikują też inne media. Jednak minister obrony Antoni Macierewicz nadal ma dostęp do największych tajemnic polskiej armii oraz tajnych materiałów, którymi NATO dzieli się z sojusznikami”.

— CZUCHNOWSKI O SPRAWIE IRINY OBUCHOWEJ: “Piątek wraca też do czystki, jakiej ludzie Macierewicza dokonali w służbach wojskowych zaraz po przejęciu władzy przez PiS. Przypomina słynne „nocne wejście” ludzi ministra do NATO-wskiego Centrum Eksperckiego Kontrwywiadu. Dowodzi, że w grudniu 2015 r., włamując się do gabinetów i prując sejfy, współpracownicy Macierewicza szukali śladów po śledztwie SKW prowadzonym w sprawie Iriny Obuchowej, tłumaczki, której w 2007 r. Macierewicz dał do przetłumaczenia swój raport z weryfikacji WSI. W rezultacie rosyjskie służby specjalne miały raport jeszcze przed jego ogłoszeniem”.

— CZUCHNOWSKI O SIECI NIEJASNYCH POWIĄZAŃ MACIEREWICZA: “Opisany w książce „układ Macierewicza” pokazuje, że szef polskiej armii co najmniej zaplątał się w sieć niejasnych powiązań i własnych kłamstw. Myślał, że to on „rządzi” i to on decyduje, kto w Polsce będzie nazywany agentem, a kto nie. Tak było przecież z Robertem Luśnią. Obciążające go akta SB Macierewicz znał już w 1992 r. Mimo to kontynuował współpracę. Dzisiaj się jej wypiera. „Zawsze chciał wszystkich rozgrywać. Możliwie, że chciał rozegrać esbecję przy pomocy takich gości jak Luśnia. A to oni rozegrali jego” – mówi Piątkowi jeden z informatorów. Może to jest odpowiedź?” 
http://wyborcza.pl/magazyn/7,124059,22035798,macierewicz-w-sieci-podejrzen.html

— ANDRZEJ BIERNAT OPOWIADA O SWOIM SPOTKANIU Z PREZYDENTEM – jak mowi w rozmowie z w GW: “– Poprosiłem go o spotkanie w dniu rozpoczęcia kadencji Sejmu, 12 listopada. Zaprosił mnie do Pałacu kilka dni później. Nigdy nie mówiłem o tym publicznie. Starałem się go przekonać, żeby zajął się sprawą TK i przyjął ślubowanie od wybranych w poprzedniej kadencji sędziów. Prezydent ograniczył się do kilkakrotnego powtórzenia, że to jest „sprawa bardzo trudna politycznie”. Ale obiecał, że jej się jeszcze przyjrzy”.

— SĄ PRZESŁANKI ODPOWIEDZIALNOŚCI KONSTYTUCYJNEJ PREZYDENTA – mówi Biernat: “Prezydent tłumaczył publicznie, że nie miał kompetencji do kontroli uchwał Sejmu i musiał przyjąć niezwłocznie ślubowanie. Nie umiał jednak przekonująco wytłumaczyć, dlaczego nie przyjął ślubowania od sędziów czekających na to aż od października 2015 r. Mówił, że miał wątpliwości co do prawidłowości ich wyboru. A w nocy z 2 na 3 grudnia ich nie miał?

Prezydent Andrzej Duda popełnił delikt konstytucyjny?

– Tak uważam.

Pana zdaniem powinien stanąć przed Trybunałem Stanu?

– Są przesłanki odpowiedzialności konstytucyjnej”.

— BIERNAT O STATUSIE PRAWNYM UŁASKAWIENIA: “To, że prawo łaski jest tzw. prerogatywą prezydenta, oznacza jedynie tyle, że nie jest potrzebna kontrasygnata premiera. Nic więcej. Nie oznacza to, że prezydent jest zwolniony od przestrzegania innych przepisów konstytucji czy ustaw, jeśli takie są w danej dziedzinie. Przykładowo, inną prerogatywą prezydencką jest powoływanie sędziów. Czy to oznacza, że prezydent może pominąć przepisy normujące procedurę w tej materii?”

— BIERNAT O PRZYŁĘBSKIEJ I MUSZYŃSKIM: “Mówiłem już w innym miejscu, że kwestionuję wewnętrzną niezawisłość nowej prezes TK ze względu na jej uwikłania rodzinne. Podobnie jest z panem Muszyńskim, którego szkoliły służby specjalne, a co zostało zatajone przed Sejmem i opinią publiczną”. 
http://wyborcza.pl/magazyn/7,124059,22036237,sedzia-stanislaw-biernat-tracac-trybunal-konstytucyjny-tracimy.html

— TOMASZ NAŁĘCZ O MŁODZIEŃCZYM WIGORZE KACZYŃSKIEGO I KOMOROWSKIM – mówi w rozmowie z SE: “Jest to człowiek o ładnych parę lat młodszy od młodzieńca polskiej polityki Jarosława Kaczyńskiego. Tak że oczywiście to żaden emeryt.

– Od młodzieńca polskiej polityki…

– Wigor pana Kaczyńskiego jest iście młodzieńczy, jeśli chodzi o demontowanie w Polsce demokracji. Natomiast wracając do Komorowskiego, to wielokrotnie rozmawialiśmy i jest on pełen niepokoju, jeśli chodzi o rozwój wydarzeń w Polsce. Prezydent Komorowski jest historykiem, i to okresu międzywojennego, więc zna te scenariusze osuwania się systemu demokratycznego w dyktaturę”.

— NAŁĘCZ O SKOPANYCH CZTERECH LITERACH: “- I pan o to pyta? Niech pan napisze na jedynce „SE” o człowieku, który ma skopane cztery litery w ośmiu czy dziewięciu klęskach, a jednak się odbił. Nie mówię, że Bronisław Komorowski chce to zrobić”. 
http://www.se.pl/wiadomosci/opinie/Prof-Tomasz-Nalecz-dla-Super-Expressu-Kaczynski-demontuje-w-Polsce-demokracje_1006764.html

— ZANDBERG: WYGASIĆ REPRYWATYZACJĘ – jak pisze w SE: “Niemal każda polska rodzina straciła coś ważnego przez Hitlera i Stalina. Milionom Polaków nikt nie zapłacił za rozstrzelanych bliskich, za zrujnowane zdrowie, za spalony dorobek życia. Ich krzywdy nie są mniej ważne niż roszczenia dawnych właścicieli. Trzeba skończyć ze spłacaniem historycznych rachunków kosztem lokatorów. Reprywatyzacja to w najlepszym razie przywilej dla wybranych, a zbyt często – zwykły przekręt”. 
http://www.se.pl/wiadomosci/opinie/adrian-zandberg-wygasmy-reprywatyzacje_1006783.html

— PAWEŁ RABIEJ PODKRĘCA TEMPO SWOJEJ KAMPANII PREZYDENCKIEJ – tytuł w Gazecie Stołecznej. 
http://warszawa.wyborcza.pl/warszawa/7,54420,22034025,pawel-rabiej-podkreca-tempo-swojej-kampanii-wyborczej.html

— BYĆ MOŻE STRATA JEST NIEODWRACALNA – Anne Applebaum w rozmowie z GW: “Zamiast tego język antyeuropejski i działania wewnętrzne władzy sprawiają, że Polska wydaje się nieobliczalna i nieodpowiedzialna. Stała się państwem, na którym nie można polegać. Polska i Węgry są postrzegane jako skrajnie prawicowi szaleńcy Europy. Wielu ludzi na Zachodzie od zawsze miało taki właśnie stereotyp na temat Polski i dziś jest im bardzo wygodnie go szerzyć. Naprawdę trudno przesadzić w podkreślaniu, jak wielka to strata. Być może nieodwracalna”.

— PIS I TRUMP DZIAŁAJĄ NA KORZYŚĆ ROSJI – Anne Applebaum: “Podobne jest też to, że i PiS, i Trump działają na korzyść Rosji. Różnica jest taka, że Trump robi to świadomie. Jego związki biznesowe z Rosjanami są znane od kilkunastu lat. Obóz PiS-u, święcie przekonany o swojej antyrosyjskości, jest prorosyjski przez własną głupotę. Rozbijanie Unii jest w interesie Moskwy, tak samo jak osłabianie międzynarodowej pozycji Polski. Również w kontekście Ukrainy. Trump i PiS są dla Moskwy niesłychanie użyteczni. O ile Stanom raczej ujdzie to na sucho, bo są dużym, silnym krajem, o tyle dla Polski skutki mogą się okazać katastrofalne”. 
http://wyborcza.pl/magazyn/7,124059,22035953,anne-applebaum-i-pis-i-donald-trump-dzialaja-na-korzysc.html

300polityka.pl

ORMO – reaktywacja?

ORMO - reaktywacja?

 J K  1 lipca 2017

W wywiadzie dla portalu „Wirtualna Polska” jakiś Guzikiewicz powiedział: – „Niewykluczone, że to nie policja, a stoczniowcy wyniosą Lecha Wałęsę z Krakowskiego Przedmieścia. Szanuję polskie prawo. Jeżeli pan prezydent nie będzie łamał prawa, to my też nie będziemy”. Na pytanie – „A jeśli złamie prawo?” odrzekł butnie: – „To my będziemy się odpowiednio zachowywać. Jeżeli on będzie łamał prawo, my będziemy bronić naszego honoru i ludzi, którzy są wierni ojczyźnie”. Dalej – jak przystało na „suwerena” – ów typ wylewa na Lecha Wałęsę kubeł pomyj, pomówień i oszczerstw. Decyzję w sprawie przyjazdu na miesięcznicę pracownicy Stoczni Gdańskiej mają podjąć w najbliższych dniach.

Nazwisko Guzikiewicza kojarzy mi się z zadymami wywoływanymi przez „lud pracujący stoczni” w czasach rządów PO. Pamiętam, jak przyjeżdżali do Warszawy, palili opony, rzucali w policję kamieniami i mutrami, nie mówiąc już o chamskich transparentach i okrzykach. Widziałem ich kilkakrotnie również, jak wracali z demonstracji – tak się składa, że mieszkam niedaleko warszawskiego „Torwaru”, gdzie jest spory parking, na którym zatrzymywały się autobusy przywożące „klasę robotniczą”, gnębioną przez reżim Tuska (pojazdy te blokowały zresztą również wszelkie okoliczne ulice). Przejeżdżając tamtędy, utknąłem w korku przez nie spowodowanym i ze zdumieniem obserwowałem demonstrantów, z których część była wyraźnie bardzo „zmęczona”, niektórzy padali widocznie z wielkiego wysiłku, bo musieli ich prowadzić koledzy, część szła, zapewne z wyczerpania, wężykiem. Najważniejsze jednak dla nich zapewne było, że jak sami się chwalili, za taki wyjazd dostawali „delegację” w wysokości 90 – 100 zł.

Clou programu nastąpiło jednak za chwilę – otóż spora część dzielnych stoczniowców stawała sobie przed wejściem do autobusów rządkiem niedaleko nich, i – za przeproszeniem czytelników – załatwiała potrzebę naturalną. Po prostu zatkało mnie do tego stopnia, że zapomniałem utrwalić tę chwilę „relaksu” na zdjęciu. Następnym razem będę już jednak przygotowany.

Wracając do owego Guzikiewicza. Czyżby powstało jakieś nowe ORMO i on wraz z kumplami do niego wstąpił? Oficjalnie nic takiego chyba jednak nie nastąpiło, kto więc dał mu prawo do użycia ewentualnej przemocy wobec byłego prezydenta? Gdyby towarzysz związkowy G. zamiast ciągle strajkować i brać udział w demonstracjach w Warszawie, żądając ciągle coraz większych dotacji do stoczni, wziął się wraz z kumplami za robotę i jej pilnował, to pewnie stocznia przestałaby być deficytowa. Zresztą to rozpasanie związkowców doprowadziło zakład do takiego stanu – tkwią oni nadal mentalnie w komunizmie, blokują wszelkie, najdrobniejsze nawet reformy w zakładzie i tylko wyciągają łapy po cudze – pieniądze innych Polaków, „bo im się należy”.

Ja rozumiem, że taki Guzikiewicz ma kolosalne kompleksy wobec noblisty Wałęsy – jest przy nim nikim, zerem, o którym za rok, dwa nikt nie będzie pamiętał, a jako klasyczny przykład homo pisus może próbować rozładować swoją frustrację tylko próbując go atakować. Zresztą próba tego „podgryzania”, godna kundelka, byłego prezydenta ma pewnie jeszcze jeden cel: Guzikiewicz marzy o tym, żeby zostać chociaż „parasolowym” Kaczyńskiego. Nie chcę go martwić, ale jest trzeci w kolejce: w tej chwili zaszczyt ten pełni niejaki Śniadek, który być może zostanie wkrótce zmieniony przez Piotra Dudę, tak więc G. musi się uzbroić w cierpliwość…

J.K.

koduj24.pl

Poznański Czerwiec 1956. Andrzej Białas usłyszał od działaczy partii Kornela Morawieckiego: „Zniszczymy pana”

Tomasz Nyczka, 01 lipca 2017

Andrzej Białas podczas uroczystości rocznicowych Poznańskiego Czerwca

2 ZDJĘCIA

Andrzej Białas podczas uroczystości rocznicowych Poznańskiego Czerwca (Urząd Miasta Poznania)

Działacze partii Wolni i Solidarni Kornela Morawieckiego grozili podczas uroczystości rocznicy Czerwca ’56 dyrektorowi Gabinetu Prezydenta Poznania Andrzejowi Białasowi. Domagali się zmiany harmonogramu uroczystości. Białas się na to nie zgodził.
Uroczystości rocznicowe Poznańskiego Czerwca odbyły się w Poznaniu w środę. Pod bramą zakładów Cegielskiego wojewoda wielkopolski Zbigniew Hoffmann przeczytał list od premier Beaty Szydło, a poseł Szymon Szynkowski vel Sęk – od prezesa Jarosława Kaczyńskiego. Kapelan poznańskiej „Solidarności” ks. Tadeusz Magas krytykował zaś tych, którzy rok temu gwizdali na pl. Mickiewicza na prezydenta Andrzeja Dudę. Z kolei podczas uroczystości pod pomnikiem Poległych przy ul. Kochanowskiego odczytano apel pamięci ofiar katastrofy smoleńskiej. Uroczystości zorganizował Związek Kombatantów i Uczestników Powstania Poznańskiego Czerwca. Wzięli w nich udział głównie politycy PiS.Miasto zorganizowało główne uroczystości pod Poznańskimi Krzyżami na placu Mickiewicza. Hołd ofiarom Czerwca oddali tam amerykański żołnierze. Polskiego wojska nie było. Władze miasta znów zrezygnowały z wojskowej asysty, bo – podobnie jak rok temu – wymogiem było odczytanie nazwisk ofiar katastrofy smoleńskiej. Na placu Mickiewicza przemawiał prezydent Jacek Jaśkowiak. Uroczystą wartę przy pomniku pełnili harcerze. Grała orkiestra miejska MPK. Gdy delegacje składały kwiaty pod pomnikiem, przeciwnicy prezydenta Jacka Jaśkowiaka gwizdali.

Poznański Czerwiec 1956. Chcieli zmiany harmonogramu uroczystości

I to właśnie w tym miejscu grożono dyrektorowi Gabinetu Prezydenta Andrzejowi Białasowi. O co chodzi? Pod Poznańskimi Krzyżami kwiaty składały kolejne delegacje – najpierw kombatanci, potem prezydent Poznania z zarządem miasta, następnie wicemarszałek Sejmu Małgorzata Kidawa-Błońska.

Reprezentująca posła Kornela Morawieckiego delegacja, z dyrektorem jego biura poselskiego Maciejem Lisowskim na czele – miała być 17. Tę kolejność ustalono wcześniej z urzędem miasta i zapisano w oficjalnym harmonogramie uroczystości.

Już w trakcie trwania uroczystości reprezentanci posła Morawieckiego podeszli do pracowniczki Gabinetu Prezydenta. Próbowali wywrzeć na nią presję. Argumentowali, że chcą składać wieniec jako trzeci, zaraz po prezydencie Poznania i przedstawicielach urzędu miasta. Usłyszeli, że to niemożliwe.

- Potem jeden z członków delegacji posła Morawieckiego przyszedł do mnie i spytał, czy to ja wydałem decyzję, że mają składać kwiaty jako 17. delegacja w kolei. Potwierdziłem. Powiedział mi wtedy: „Zniszczymy pana. Zrobimy z tego aferę w mediach. To jest skandal”. Usłyszałem też, że napiszą w tej sprawie do Kancelarii Sejmu. Spytałem wtedy, czy mi grozi – relacjonuje „Wyborczej” dyrektor Andrzej Białas.

- Jeden z tych mężczyzn podszedł do pracownicy mojego oddziału. A ona zwróciła się z tą sprawą do mnie. Próbowałyśmy wytłumaczyć, jak wszystko to powinno wyglądać według precedencji [protokolarny porządek pierwszeństwa, występujący m.in. podczas oficjalnych wydarzeń]. Niestety, panowie nie byli przyjemni. Raczej obcesowi. Grozili nam, że „tak tego nie zostawią” – mówi Agnieszka Nowak-Dembińska, kierowniczka w Gabinecie Prezydenta Poznania.

- Przecież to nie był sam poseł, tylko jego przedstawiciele. Nie usłyszałem od nich żadnego merytorycznego argumentu, poza tym, że Kornel Morawiecki to marszałek senior. Ale to nic nie zmienia w precendencji na takich uroczystościach. Szkoda, że posunęli się do takich głupich gróźb i zrobili bałagan na poważnych obchodach – podsumowuje Andrzej Białas.

Przedstawiciele biura poselskiego Kornela Morawieckiego nie odbierali od nas w piątek telefonów. Dyrektor Andrzej Białas wydał swoim pracownikom polecenie, by z obchodów rocznicy Czerwca sporządzili oficjalną służbową notatkę.

Poznański Czerwiec 1956. Jaśkowiak nie chciał apelu smoleńskiego

Przypomnijmy – to już drugi rok z rzędu, kiedy Andrzej Białas dostaje podczas obchodów rocznicy Poznańskiego Czerwca groźby. Rok temu szef MON Antoni Macierewicz zażądał, żeby podczas obchodów odczytano apel z nazwiskami ofiar katastrofy smoleńskiej. Prezydent Jacek Jaśkowiak przeciwko temu zaprotestował i napisał list do Macierewicza. Nie dostał odpowiedzi. Ale politycy PiS do ostatniej chwili żądali od miasta, żeby wpuściło na plac Mickiewicza żołnierzy i wojskową orkiestrę.

Na placu do dyrektora Andrzeja Białasa podeszli wojewoda wielkopolski Zbigniew Hoffmann i minister Krzysztof Szczerski z kancelarii prezydenta Andrzeja Dudy. „Jeśli nie wpuścicie wojska, to prezydenci nie wezmą udziału w uroczystościach. A jak pan za dwa lata nie będzie dyrektorem, to co? Niech się pan zastanowi” – mówił do Białasa Zbigniew Hoffmann. „Pan mi w tej chwili grozi” – odpowiedział mu wtedy Andrzej Białas. W czasie gdy wojewoda mówił te słowa, wojsko stało gotowe do wkroczenia w pobliżu placu. Ale Białas nie uległ wtedy szantażowi Hoffmanna. Wojsko nie zostało wpuszczone na plac. Odczytano tam tylko nazwiska ofiar Poznańskiego Czerwca.

wyborcza.pl

Standardy PiS

Gorący początek lipca w polityce. Rada Krajowa PO i kongres PiS w Przysusze [NA ŻYWO]


http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/14,114884,22037558.html#MT

Szonert-Binienda ubrała Tuska w mundur esesmana.

Syndrom drugiego roku rządów. Właśnie wtedy zaczyna się proces utraty władzy

Dziennik.pl, Maciej Miłosz, Grzegorz Osiecki

Jarosław Kaczyński© Polska Agencja Prasowa, Rafał Guz Jarosław Kaczyński

Wszystkie rządy w III RP w drugim roku sprawowania władzy zmagały się z kryzysem lub aferą. Umiejętny medyk chorobę potrafi opanować. Czy uda się to PiS, który w sobotę zaczyna kongres?

PiS ma ponad 30 proc. poparcia, opozycja dołuje, gospodarka rośnie, finanse publiczne są w świetnej kondycji, zaś gniewne zazwyczaj branże – jak górnictwo, są nadzwyczaj spokojne. Choć to komfortowa sytuacja, to partia Jarosława Kaczyńskiego zbliża się do krytycznego momentu w swoich rządach.

Doświadczenia poprzedników wskazują na to, że proces utraty władzy zaczyna się zazwyczaj w drugim roku jej sprawowania. To właśnie wtedy dochodziło do wydarzeń, które owocowały zrywaniem koalicji, upadkiem rządów, a nawet destrukcją całych ugrupowań.

Drugi rok rządów to punkt krytyczny, ale to nie znaczy, że takiego zakrętu nie można pokonać – udało się to pierwszemu rządowi PO–PSL. Trzeba jednak umieć zareagować w porę.

Czy PiS będzie to potrafił?

Całkowite unicestwienie

W styczniu 2003 r. SLD i Unia Pracy mają 35 proc. poparcia. To wprawdzie o 6 proc. mniej niż w zwycięskich wyborach 2001 r., ale to i tak doskonały wynik. Koalicyjne PSL ma tylko 9 proc., a opozycja jest słaba – PiS, PO, Samoobrona mają po 10 proc. poparcia, LPR – jeszcze mniej.

SLD jest skoncentrowane na przygotowaniach do wejścia Polski do UE, co ma nastąpić w 2004 r. Lider Sojuszu Leszek Miller nazywany jest kanclerzem, zaś publicyści zastanawiają się, ile kadencji będzie jeszcze rządził. Wprawdzie 27 grudnia 2002 r. „Gazeta Wyborcza” publikuje tekst „Ustawa za łapówkę, czyli przychodzi Rywin do Michnika” (próba skorumpowania Agory, wydawcy „GW”, przez SLD), ale Sojusz zgadza się na powołanie sejmowej komisji śledczej. Licząc na to, że sprawie uda się ukręcić łeb. W początkowej fazie nawet afera Rywina nie jest w stanie mocno naruszyć popularności tego ugrupowania. Jednak w lutym do Sejmu trafia projekt ustawy wprowadzającej obowiązkowe winiety dla samochodów. Nie głosuje za nim większość posłów PSL. Miller nie może ścierpieć braku lojalności ludowców i wyrzuca ich ministrów z rządu – tak koalicja przestaje istnieć. To wydarzenie uruchamia proces słabnięcia SLD, na dodatek gwiazdami komisji śledczej stają się dociekliwi Jan Rokita i Zbigniew Ziobro – notowania Sojuszu mocno spadają. Po roku tylko z łaski prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego Leszek Miller wprowadza Polskę do UE jako premier. Chwilę później przestaje nim być.

– To nie afera Rywina przesądziła o upadku Millera i SLD. Została nagłośniona w momencie, gdy sytuacja społeczno-gospodarcza była fatalna. Proszę pamiętać, że już rok po zwycięstwie w 2001 r. SLD w wyborach do sejmików regionalnych zdobyło kilkanaście procent mniej, a jedna trzecia głosów została oddana na partie protestu, jak LPR, Samoobrona czy ugrupowanie Janusza Korwin-Mikkego. Afera trafiła na dobre podglebie – ocenia sytuację dawny polityk PiS Ludwik Dorn. Nieco inaczej patrzy na tamten czas politolog Rafał Matyja. – W drugim roku rządów wewnętrzne niesnaski w obozie władzy mają szansę ujawnić się już z olbrzymią siłą. Ale by jakaś afera faktycznie stała się tematem wiodącym, musi znaleźć się polityk, który zechce ją wykorzystać – tłumaczy. W przypadku afery Rywina w tle była „szorstka przyjaźń” premiera z prezydentem, czyli napięte relacje Leszka Millera i Aleksandra Kwaśniewskiego.

Innym przykładem kryzysu drugiego roku władzy jest gabinet Jerzego Buzka. W 1997 r. wreszcie zjednoczona centroprawica wygrała wybory i z Unią Wolności sformowała rząd. Politycy AWS i UW szybko zabrali się do odbijania kraju z rąk postkomunistów. Reformy systemu oświaty, zdrowia, emerytur i wprowadzenie nowego ustroju administracyjnego zaplanowano na 1999 r. – drugi rok rządów. Chodziło o to, by w 2000 r. i 2001 r., gdy miały się odbyć wybory prezydenckie oraz parlamentarne, nieuchronne zamieszanie związane z wprowadzeniem w życie czterech wielkich zmian już ucichło i można było pochwalić się rezultatami. Ale jak w znanym powiedzeniu – choć operacja się udała, to pacjent nie przeżył. – Rząd Buzka największą cenę zapłacił za bałagan związany z reformą systemu zdrowia. Od tego czasu zaczęły się spadki w sondażach – mówi politolog prof. Antoni Dudek.

Do tego momentu zaczęły narastać tarcia i w samej koalicji, i w AWS. Media opisywały ostry spór między szefem kancelarii premiera Wiesławem Walendziakiem a wicepremierem i ministrem spraw wewnętrznych Januszem Tomaszewskim.

W marcu 1999 r. dochodzi do rekonstrukcji rządu. Walendziak rezygnuje, a Tomaszewski triumfuje. Ale do czasu. Kilka miesięcy później traci miejsce w rządzie, pretekstem jest wniosek o sprawdzenie jego oświadczenia lustracyjnego. Przy okazji marcowych zmian resort kultury traci Unia Wolności, co powoduje urazy między UW i AWS. Zaczyna się proces dekompozycji koalicji. Rok później Unia Wolności wychodzi z rządu. Dwa lata później ugrupowania znikają ze sceny politycznej.

Bezwzględność

W pierwszym roku partia rządząca jest zajęta sprzątaniem po poprzednikach i szykowaniem się do wdrożenia własnych pomysłów i ich realizowania (w przypadku PiS to 500+ lub obniżenie wieku emerytalnego). To mobilizuje. A jej liderzy żyją wyborczym zwycięstwem, mają wręcz poczucie bezkarności, są przekonani, że elektorat wszystko im wybaczy. Nastrój euforii powoduje bagatelizowanie problemów i negatywnych konsekwencji działań czy zaniechań. Przy okazji obsadza urzędy i spółki państwowe własnymi ludźmi. To cecha, która łączy wszystkie nasze partie niezależnie od deklarowanych poglądów i publicznie głoszonej chęci walki z partyjniactwem.

Jednak później, gdy działacze już okrzepną, gdy posprzątają po poprzednikach, przychodzi czas, kiedy wielu z nich przejętą władzę chce skonsumować w sposób dosłowny. Tak było za rządów SLD, AWS i UW. – A wtedy okazuje się, że tort jest za mały, że nie wszyscy są zadowoleni z podziału. Do tego część zaczyna myśleć o kolejnych wyborach i o tym, że dla nich może nie starczyć miejsc na listach – opowiada Chwedoruk. To proces, który napędza wewnętrzną rywalizację i prowadzi do walk frakcji. Ujawnia się mechanizm ze słynnej brytyjskiej anegdoty. Doświadczony polityk wprowadza nowego deputowanego do parlamentu, pokazuje mu ławy opozycji, po czym mówi: tam siedzi twój przeciwnik, ale twój prawdziwy wróg siedzi obok.

Do tego rząd odnotuje pierwsze niepowodzenia, okazuje się, że części obietnic nie da się zrealizować, pojawiają się także problemy z bieżącym zarządzaniem państwem, niezadowoleni protestują. I tak na partyjnym monolicie pojawiają się rysy. Widzi to opozycja, zauważa je opinia publiczna. Okazuje się, że nowa ekipa robi to samo, co tak mocno potępiała u poprzedników. Wyborcy stają się krytyczni. Tendencje w obozie władzy oraz wśród wyborców zbiegają się i nagle nieoczekiwanie dla rządzących wybuchają skandale czy afery, a to odbija się w sondażach. – W drugim roku każda ekipa rządząca zaczyna dostawać własnych parchów. Ale to czy od tych parchów zacznie się gangrena, zależy od innych czynników, jak choćby koniunktura gospodarcza czy umiejętność zarządzania kryzysem – mówi Ludwik Dorn. Bo upadku, jaki przydarzył się SLD i AWS, można uniknąć.

Rok 2009. „Ci powiem szczerze, Rysiu… ja już nie mam siły sam walczyć z tym wszystkim… jakby Grzegorz, Mirek trochę pomogli mi… przecież wiesz, biegam z tym sam… blokuję tę sprawę dopłat od roku… to wyłącznie moja zasługa” – te słowa szefa klubu parlamentarnego PO Zbigniewa Chlebowskiego doprowadziły do kryzysu rządu Donalda Tuska.

Opublikowane przez „Rzeczpospolitą” nagrania niejasnych powiązań między politykiem a przedstawicielami biznesu doprowadziły m.in. do utworzenia kolejnej komisji śledczej mającej rozwikłać aferę hazardową. Jednak Tusk błyskawicznie zareagował. Błyskawicznie zdymisjonował m.in. Chlebowskiego i Grzegorza Schetynę oraz umiejętnie przekierował uwagę Polaków na światowy kryzys i to, że jesteśmy zieloną wyspą. Dzięki czemu rządził przez drugą kadencję. – Afera hazardowa była nieistotna w tym najtwardszym wymiarze polityki, bo nie naruszyła większości parlamentarnej. Tusk sobie poradził z kryzysem, wyszedł z niego nawet wzmocniony, bo wyczyścił partię – mówi mi jeden z polityków, który dziś wciela się w rolę komentatora życia publicznego.

Znacznie gorzej poradził sobie pierwszy rząd PiS. Po dwóch latach urzędowania sprowokował wybuchł afery gruntowej – prowokacja CBA miała doprowadzić do wyrzucenia z rządu wicepremiera Andrzeja Leppera (choć Samoobrona miała w nim pozostać). Gdyby najpotężniejsza wówczas partia nie dążyła do zwarcia, rząd PiS by przetrwał. – Wybuch afery pozbawił nas większości. To było jasne, że nasze rządy się skończyły. Jedynym wyjściem było to, że to my zamykamy sklepik, czyli składamy nasz wniosek o przyspieszone wybory. Ale je przegraliśmy – wspomina Dorn, wówczas marszałek Sejmu. Ale choć PiS stracił władzę, to na dłuższą metę wygrał – wzmocnił się i nie rozpadł jak AWS.

Nieco inaczej sytuacja potoczyła się w przypadku afery podsłuchowej, która wybuchła w trzecim roku urzędowania drugiego rządu Donalda Tuska (rozmowy pochodzą z drugiego roku). Siła wypowiedzi o państwie teoretycznym Bartłomieja Sienkiewicza czy o tym, że „tylko idiota by pracował za 6 tys. zł miesięcznie” Elżbiety Bieńkowskiej walnie przyczyniła się do podwójnego zwycięstwa PiS w 2015 r. Jako że nadal nie jest jasne, kto tak naprawdę nagrania zlecał, i dziś to media podległe obozowi rządzącemu publikują kolejne nagrania kelnerów (ostatnio niewybredne opinie księdza Kazimierza Sowy), sprawa pozostaje zagadkowa. Faktem jest, że afera przyniosła kilka dymisji ministrów rządu wówczas już Ewy Kopacz.

Wyjątek

Rząd PiS powoli kończy drugi rok rządzenia. W ostatnich miesiącach kilka razy mocno się potknął – sromotnie przegrał w Brukseli walkę o niepowierzanie Donaldowi Tuskowi funkcji przewodniczącego Rady Europejskiej, mataczył w kwestii wyjaśniania okoliczności śmierci Igora Stachowiaka na komisariacie we Wrocławiu. Jednak notowania na razie nie drgnęły. – Ten rząd jest specyficzny, bo pierwszy rok zaczął od ostrego i potężnego konfliktu z całym otoczeniem. Dopuszczam więc myśl, że prawa zwyczajowo obowiązujące rządy III RP mogą w jego przypadku nie grać aż tak poważnej roli – zastanawia się Rafał Matyja.

Kongres PiS frakcyjne walki i wewnętrzne konflikty z pewnością wyciszy. Choć działaczy uwiera kariera wicepremiera Mateusza Morawieckiego, to jego starcie ze Zbigniewem Ziobrą zostało wyciszone. Co więc się stanie, używając metafory Ludwika Dorna, gangreną toczącą to ugrupowanie w drugim roku rządzenia? Raczej nie będzie to lukratywna posada w PZU dla Małgorzaty Sadurskiej. – Ludzie przyzwyczaili się do takich zjawisk i są przekonani, że wszystkie partie tak robią – ucina Dorn. – PiS wprowadza zmiany w wymiarze sprawiedliwości, oświacie, zdrowiu. Każda z tych sfer jest potencjalnym punktem zapalnym, bo skutków tych reform nie jesteśmy w stanie przewidzieć. Jesień może być gorąca, bo wtedy zacznie działać ogłoszona właśnie nowa sieć szpitali, wejdzie w życie także reforma szkolnictwa – podkreśla z kolei Antoni Dudek.

Jego zdaniem problemem dla PiS może stać się próba emancypacji prezydenta. – Inicjatywa referendalna w sprawie zmiany konstytucji, która jest reakcją Andrzeja Dudy na ośmieszanie go m.in. w satyrycznym serialu „Uchu Prezesa”, już postawiła PiS w niezręcznym położeniu, co widać po reakcjach polityków tego ugrupowania. Duda zagrał bardzo ostro, bo to referendum zamieni się w plebiscyt nad rządami partii Kaczyńskiego. Większość ludzi nie ma pojęcia o materii konstytucyjnej, więc będą odpowiadać na zasadzie: jestem za rządem lub przeciwko niemu. Jeśli referendum okaże się klapą, to PiS znajdzie się w nieciekawym położeniu – podkreśla politolog.

Choć w przeciwieństwie do dotychczasowych ekip ta ma jednak kilka atutów. Pierwszy to konsolidacja władzy – prezes Jarosław Kaczyński ma autentyczną większość parlamentarną, żaden z innych gabinetów nie miał tak stabilnej siły w parlamencie i tak przyjaznego prezydenta. – To powoduje, że moment krytyczny może nadejść później – podkreśla Dudek. Z drugiej strony, jak zwraca uwagę Rafał Chwedoruk, partia jest cały czas pod ostrzałem, co konsoliduje ją jeszcze mocniej. – PiS jest traktowany przez resztę wyborców czy elity społeczne z dużą niechęcią, nawet większą, niż kiedyś była okazywana postkomunistom. To utrudnia ujawnianie się naturalnych różnic poglądów i interesów w obrębie samej partii. Do tego poziom zgodności PiS z większością Polaków w poglądach na najważniejsze sprawy jest duży – podkreśla politolog.

Kolejny atut to słabość opozycji. – Mamy do czynienia z krwawą wojną domową przeciwników Kaczyńskiego, która ich niszczy. Jeśli PiS nie popełni błędów, to może spać spokojnie. Sama rzeczywistość przesunie go do środka polskiej polityki i zniweluje efekt drugiego roku – zauważa Chwedoruk.

Ale jednego można być pewnym – oznaki choroby na pewno wkrótce się pojawią. O tym, czy Jarosław Kaczyński przez ostatnie lata podszkolił się w wymagającym fachu medycznym, przekonamy się niebawem. W tym kontekście warto przypomnieć słowa Aleksandra Kwaśniewskiego, który w kontekście afery Rywina miał stwierdzić, że III RR miała wiele poważnych chorób, a w końcu zmarła na katar.

msn.pl

SOBOTA, 1 LIPCA 2017

Gowin: Myślę, że pewnej korekty wymaga nasza polityka międzynarodowa

09:08

Gowin: Myślę, że pewnej korekty wymaga nasza polityka międzynarodowa

– Jako minister nauki i szkolnictwa wyższego będę dużo mówił o działaniach prorozwojowych, o rozwoju nauki. Ale jestem też liderem jednego z trzech ugrupowań, dlatego pokuszę się o ocenę polityczną. Moim zdaniem nadszedł czas, żebyśmy zaczęli wygaszać niektóre fronty. Być może niektóre z nich były otwarte w sposób niepotrzebny. Warto to skorygować i warto pamiętać o haśle kongresu – „Polska jest jedna”. Chcielibyśmy, aby zachowując naturalną w demokracji przestrzeń dla sporów, szukać większego niż do tej pory, porozumienia z opozycją – stwierdził Jarosław Gowin w rozmowie z RMF FM. Jak dodał:

„Jesteśmy otwarci na współpracę, chcielibyśmy, żeby spory, które w sposób oczywisty będą trwały, przebiegały jednak w atmosferze większego spokoju i większego szacunku. Bo widać, że to napięcie polityczne zaczyna sięgać zenitu i zaczyna dochodzić do pierwszych aktów przemocy”

Jak mówił dalej:

„Jeden z nich został już wygaszony, z czego bardzo się cieszę. Chodzi o zrezygnowanie z dwukadencyjności wstecznej w samorządach. Bardzo bym się zastanawiał, czy konieczna jest likwidacja Narodowego Funduszu Zdrowia. Moim zdaniem bardziej powinniśmy monitorować skutki wprowadzenia w życie sieci szpitali, co zacznie funkcjonować od jesieni. No i myślę, że pewnej korekty wymaga nasza polityka międzynarodowa”

– Z całą pewnością będziemy kontynuowali takie koncepcje jak idea międzymorza i z całą pewnością nie zamierzamy też zmienić naszego stanowiska w dialogu z Komisją Europejską, jeśli chodzi o imigrantów czy kwestie praworządności. Ale być może warto nasze argumenty przedstawiać spokojniej. I uważniej wsłuchiwać się w głosy krytyczne – dodał wicepremier.

300polityka.pl

Stanisław Janecki – „opozycjonista” a poza tym członek klubu kombatantów PiS „Socjalistyczny Związek Studentów Polskich” via @G_Jakubowski

PO chce budować Polskę Wolności bez PiS. „Znowu będzie dorzynanie watahy?”

DoRzeczy, 30.06.2017

Grzegorz Schetyna© Paweł Supernak Grzegorz Schetyna

Lider partii która ma w nazwie, iż jest „obywatelska” odmawia swoim rodakom, którzy mają inne poglądy miejsca Polsce – w ten sposób Joachim Brudziński z Prawa i Sprawiedliwości skomentował wezwanie lidera PO Grzegorza Schetyny w przeddzień Rady Krajowej tej partii.

„Przed nami Rada Krajowa w Warszawie. Będziemy rozmawiać o tym jak zbudować Polskę Wolności bez PiS. Bądźcie z nami” – zaapelował przewodniczący PO Grzegorz Schetyna na Twitterze. Pod jego twittem pojawiło się mnóstwo komentarzy. Internauci zwracali uwagę, że jedynym programem tej partii jest „anty-PiS”. –

Na inny aspekt tego wpisu zwrócił uwagę wicemarszałek Sejmu Joachim Brudziński.

„Proszę sobie wyobrazić jakie „wycie” rozległoby się w mainstreamie, gdyby Jarosław Kaczyńskie powiedział, że należy rozmawiać o Polsce Wolności bez PO?” – napisał polityk. Jak dodał, lider partii która ma w nazwie, iż jest „obywatelska” odmawia swoim rodakom, którzy mają inne poglądy miejsca Polsce.

Na ten sam aspekt sprawy zwróciła uwagę blogerka Kataryna. „A co z wyborcami PiS? Znowu będą dorzynanie watahy?” – zapytała.

msn.pl

PiS zamówił tajny sondaż. I przeraził się jego wynikiem

Newsweek Polska, 30.06.2017

Nerwy w obozie władzy tuż przed partyjnym zjazdem. Z tajnego badania, które zamówiła partia Jarosława Kaczyńskiego wynika, że Prawo i Sprawiedliwość przegrałby wybory ze wspólną listą Platformy Obywatelskiej i Nowoczesnej. Co więcej do sejmu weszłyby także SLD i PSL umożliwiając uzyskanie większości siłom przeciwnym Jarosławowi Kaczyńskiemu.

Do tajnego sondażu zamówionego przez Prawo i Sprawiedliwości dotarł dziennik Fakt. I Według dziennikarzy wyniki tajnego, przeprowadzonego między 14, a 16 czerwca przez renomowaną pracownię badania strwożyły polityków.

Respondenci mieli bowiem odpowiedzieć jak by głosowali, gdyby PO i Nowoczesna wystawiły wspólną listę do Sejmu. Okazało się , że zblokowana opozycja mogłaby liczyć na 40 proc. poparcie. Natomiast sam PiS, nawet wliczając to przystawki w postaci Polski Razem Jarosława Gowina i Solidarnej Polski Zbigniewa Ziobry mógłby liczyć na 36 proc. Próg wyborczy przekroczyłyby jeszcze Kukiz’15, SLD i PSL. To z kolei oznacza, że jak pisze Fakt „koalicję rządową mogłyby stworzyć siły anty-PiS z 244 mandatami. Sam klub PiS liczyłby tylko 172 posłów”.

Badanie jest o tyle zaskakujące, że w ostatnich sondażach PiS mógł liczyć na ponad 40 proc. poparcie, a w koalicji z Kukiz’15 na większość konstytucyjną.

msn.pl

Michał Płociński

Nowa siła w rządzie dusz

publikacja: 29.06.2017
„Mistrz” dostępny w internecie tłumaczy „uczniom” co czytać, kogo słuc...
„Mistrz” dostępny w internecie tłumaczy „uczniom” co czytać, kogo słuchać, jak żyć…

Foto: THE NEW YORK TIMES/EAST NEWS, Sergey Ponomarev

Miłośnicy postępu społecznego mogliby triumfować: internet przyniósł wielki upadek tradycyjnych autorytetów. Tyle że ten triumf ma gorzki smak, bo nowe autorytety okazały się zupełnie inne, niż wielu oczekiwało.

Wiosna 2016 r. Szatnia na słynnym Old Trafford, stadionie nazywanym Teatrem Marzeń, gdzie za chwilę z wielkim Manchesterem United zmierzą się piłkarze zespołu Leicester City. Doświadczony włoski trener Claudio Ranieri mobilizuje podopiecznych przed najważniejszym meczem w historii klubu, meczem, który mało znanej poza Anglią drużynie może dać sensacyjne mistrzostwo kraju.

Ranieri powoli kończy odprawę. Na koniec, jak zawsze, pyta: – Czy Wasyl chciałby coś dodać?

Bo choć szkoleniowca słuchają piłkarskie gwiazdy, nikt nie ma wątpliwości, kto w szatni Leicester City ma prawdziwy autorytet. Prawie 40-letni Polak Marcin Wasilewski nie łapie się do pierwszej jedenastki, nieczęsto nawet znajduje się dla niego miejsce na ławce rezerwowych. Nie jest też kapitanem. A jednak to on ma posłuch nie tylko u kolegów z drużyny, ale także u kibiców i sztabu trenerskiego.

To przykład autorytetu, jaki przejmuje władzę w erze permanentnej rewolucji internetowej – opartego na charyzmie. W życiu społecznym, polityce bywały już okresy, gdy takie autorytety odgrywały szczególną rolę, obalając monarchie i republiki. Tylko że internet miał nam przynieść globalne oświecenie, obalić autorytarne rządy i, dając swobodny dostęp do wiedzy, pozwolić skuteczniej sprawować demokratyczną kontrolę. Tymczasem okazało się, że wyzwalając nas spod władzy tradycyjnych autorytetów, stworzył nowe – wynikające nie z władzy, bogactwa czy prestiżu, a także nie z wiedzy, jak w oświeceniowych mrzonkach – ale oparte na charyzmie tak mocno, jak nigdy wcześniej. Czy czekają nas rządy charyzmatycznych autorytetów? Rząd dusz już przejęły.

Ja też mam myszkę i klawiaturę

Demokratyzacja życia społecznego, czyli rozluźnianie hierarchii społecznej i zmniejszanie dystansu dzielącego lud od elit, skutkuje tym, co nazywamy powszechnie upadkiem autorytetów. Konserwatyści lamentują nad tym zjawiskiem od co najmniej 200 lat. Socjaliści do niedawna jeszcze widzieli w tej przemianie zwierciadło postępu i wiązali z nią olbrzymie nadzieje.

Oświecenie, wynosząc na piedestał rozum, zwróciło się przeciwko tradycyjnej hierarchii społecznej blokującej postęp społeczny, naukowy i ekonomiczny. Uwierzono, że drogą do prawdziwej równości i wolności jest pełne oświecenie mas, a na przeszkodzie temu stoją archaiczne więzi społeczne, wpierw klasowe, później narodowe, rasowe, środowiskowe, z czasem także rodzinne. Oświeceniowa dobra zmiana polegała – a jakże – na wymianie elit, a co za tym idzie – autorytetów. Ciemnych, konserwatywnych arystokratów i księży mieli zastąpić oświeceni naukowcy, humaniści wyznający wiarę w rozum i nową świecką etykę. Założono, że demokratyzacja życia publicznego naturalnie będzie zwiększać społeczne znaczenie nowych mędrców kosztem tradycyjnych autorytetów.

Cała historia nowoczesności to postępująca – jak mawiają socjolodzy – dekompozycja tradycyjnych czynników statusu. Oznacza to, że bogactwo, władza i prestiż – wyznaczające tradycyjny autorytet – stają się coraz luźniej ze sobą powiązane. Władza z czasem przestawała bezwzględnie nieść ze sobą olbrzymie bogactwo, przedstawiciele szanowanych niegdyś profesji coraz częściej noszą dziurawe skarpetki, a zwykłego kupca, mało znanego bonza lokalnego bazaru stać na rezydencję bardziej okazałą od miejscowego kościoła. Rzeczywiście postęp społeczny powodował, że tradycyjny autorytet konsekwentnie tracił na znaczeniu.

Pod koniec XX w. wydawało się, że oświecenie triumfuje. Pojawienie się i rozwój internetu bardzo mocno przyspieszyły wymianę autorytetów. Można powiedzieć, że wszelkie dotychczasowe upadły, a można ująć to inaczej: nowy, lepszy autorytet okazał się zupełnie inny, niż wielu oczekiwało.

Kto dziś jest autorytetem dla młodych ludzi? Socjologowie twierdzą, że młodzież zupełnie już nie rozumie tego pojęcia, jest dla niej zbyt abstrakcyjne. Starsza część społeczeństwa wciąż żyje w świecie dość sztywnej hierarchii, za naturalne uznając, że należy słuchać starszych i mądrzejszych. Badania pokazują, że młodzież wychowana w erze internetu patrzy na świat inaczej, bo fakt, że ktoś jest profesorem i napisał kilka książek, nie oznacza dla młodego człowieka, że należy mu wierzyć na słowo.

– Internet bardzo zmienił to, kogo uznajemy za autorytet. Co z tego, że ktoś ma tytuł naukowy, skoro ja też mam myszkę, klawiaturę i swobodny dostęp do wiedzy? – ironizuje Jakub Kuś, psycholog z Uniwersytetu SWPS we Wrocławiu badający wpływ wywierany przez nowe technologie na funkcjonowanie człowieka. – Sieć nie sprzyja autorytetom, na których można się wzorować. To anarchistyczna przestrzeń, środowisko skrajnie indywidualistyczne – wyjaśnia. W rozmowie z „Plusem Minusem” tłumaczy, że nowoczesne technologie i dostęp do nowej wiedzy dają człowiekowi olbrzymie poczucie kontroli nad rzeczywistością: – To pozwala nam myśleć tylko o sobie. W internecie to ja mam się dobrze czuć, dobrze bawić. W takim świecie nie ma miejsca na autorytety.

Młodzież wychowana – przez internet, nie rodziców – w przeświadczeniu, że wszyscy są równi, że dostęp do wiedzy i kultury jest jednakowy dla każdego, przyjmuje zupełnie inne postawy niż starsze pokolenia. Typową dla hierarchicznej struktury uległość i cierpliwość wypiera wola i zdecydowanie. Młodzi wierzą, że wszystko i z każdym można negocjować, nie zgadzać się. – Na Twitterze zwykły nastolatek bez problemu może „wygrać” nawet z prezydentem Unii Europejskiej. Wystarczy, że wymyśli dowcipny mem, który zostanie podchwycony i powielony, a może zrobić krzywdę każdemu, niezależnie od tego, jak wielką ten ktoś ma władzę. To bardzo zmniejszyło dystans między ludem a elitami – mówi „Plusowi Minusowi” prof. Andrzej Zybertowicz, socjolog, społeczny doradca prezydenta Andrzeja Dudy.

Siła autorytetów, które obiera młodzież, nie polega na posiadanej wiedzy, zakorzenieniu w kulturze czy niepodważalnej moralności, tylko na przejawiającej się w nie do końca sprecyzowany sposób charyzmie. Socjolog Tomasz Sobierajski w wywiadzie dla magazynu „Dolce Vita” wyjaśniał, że dla młodych ludzi autorytet nie musi być idealny, ważniejsze, by był „spoko”.

– Charyzma jest często niedoceniana, a rzeczywiście to bardzo istotne pojęcie. Ono więcej mówi o więziach między autorytetem a publicznością niż o samym autorytecie – mówi „Plusowi Minusowi” dr hab. Maciej Gdula, socjolog z Uniwersytetu Warszawskiego. – Charyzma sprawia, że więzi wydają się autentyczne. By to osiągnąć, autorytet musi mieć odpowiednią osobowość, być pewny siebie, bezpośredni w relacji i sprawnie odwołujący się do emocji.

Według Jakuba Kusia dla najmłodszych autorytetami są „jutuberzy”, czyli popularni użytkownicy serwisu YouTube, którzy nagrywają rozmaite filmiki, czasem śmieszne, czasem fachowe. – Oni często tłumaczą swoim odbiorcom, jak żyć. To ludzie bardzo pewni siebie, w wielu przypadkach sięgający po wyrafinowane narzędzia marketingowe. Albo domorośli filozofowie, których rady często nie są najwyższych lotów – opowiada psycholog.

Wyrazistość w cenie

A kto wyjaśnia nam dziś politykę? Łatwo wskazać, że Twitter i Facebook. To najpopularniejsi użytkownicy tych portali narzucają tematy dnia i ich interpretację. Z jednej strony w sieci panuje pluralizm autorytetów, nieporównywanie większy niż dawniej w tradycyjnych mediach, z drugiej, liderzy opinii zachowali olbrzymie wpływy. Tylko że to już zupełnie inni liderzy.

Debatę na Twitterze można porównać do antycznej szkoły, bo relacja autorytetu i śledzących go internautów przypomina więzi mistrz–uczeń: „Mistrzowie zarządzają swoimi uczniami, przekazują im, co mają czytać, kogo słuchać, po prostu kształtują ich świadomość” – mówił niedawno w „Plusie Minusie” Eryk Mistewicz, prezes Instytutu Nowych Mediów. Wyjaśniał, że w Polsce w rolę takich „mistrzów” potrafiło wejść kilkaset osób. Są to dziennikarze, specjaliści z różnych dziedzin, blogerzy, a czasem po prostu anonimowi twórcy popularnych stron internetowych. Wszystkich ich wyróżnia specyficzna charyzma, pewność siebie; coś, co sprawia, że po prostu ciekawi nas, co napisali. Czasem mają także olbrzymią wiedzę, a czasem po prostu potrafią świetnie wyłapywać to, co istotne.

Przykładem nowego charyzmatycznego przewodnika po polityce jest Rafał Otoka-Frąckiewicz, twórca serwisu Pitu-Pitu, były redaktor naczelny magazynu „Uważam Rze Historia”. Facebook wielokrotnie usuwał jego profile za łamanie poprawności politycznej. Cięte pióro i bystre spostrzeżenia zrobiły z niego jednego z najpopularniejszych komentatorów politycznych. Zawsze bardzo radykalny, kontrowersyjny, ma zdanie na każdy temat i rzadko daje się zagiąć. W latach 90. związany był z łódzką Federacją Anarchistyczną, w ostatnich latach doradzał m.in. Krystynie Pawłowicz z PiS czy Januszowi Korwin-Mikkemu, kandydował do parlamentu z listy Kukiz’15.

Nowi liderzy opinii są bardzo wyraziści. Badania pokazują, że mechanizmy mediów społecznościowych, zamiast prezentować nam szeroki ogląd poglądów, raczej utwierdzają nas w naszych przekonaniach. W sieci, gdzie każdy sięga po to, z czym się zgadza, nie ma miejsca na dzielenie włosa na czworo. Tylko bardzo konsekwentni i zdecydowani liderzy zyskują poklask publiczności, która szuka tego, co chce przeczytać.

Plusy dawnej cenzury

Wszystko to bardzo mocno wpływa także na tradycyjne media. Ich rola nie tylko osłabła, ale przede wszystkim – znacząco się zmieniła. Media straciły monopol na kontrolę nad rzeczywistością, to nie one nadają ton polityce, bo choć nie wszyscy śledzą Twittera, to poprzez telewizje i gazety śledzą przekaz, który wykreowali właśnie użytkownicy tego serwisu.

Dziś przekaz tradycyjnych mediów coraz bardziej kształtowany jest przez tych liderów opinii, którzy rządzą w sieci. – W mediach społecznościowych są wszyscy ci, którzy są jakkolwiek aktywni politycznie. Nawet jak nie mają oficjalnych kont, to śledzą, co się tam dzieje, z ukrycia – ocenia Eryk Mistewicz. Za to mniej aktywni politycznie ludzie, którzy nie śledzą polityki w nowych mediach, oglądając choćby „Wiadomości” czy „Fakty”, i tak dowiadują się, co było najważniejszymi tematami na Twitterze. Bo wszelkie analizy dziennikarskie, publicystyczne, ale także i część eksperckich odnoszą się do faktów i ich interpretacji, które w trakcie dnia czy tygodnia zdobyły największą popularność w mediach społecznościowych. W dziennikarskim slangu – „zażarły”.

Coraz mniejszą rolę odgrywają media będące polem szerokiej debaty. Skoro czytelnicy przyzwyczajają się do śledzenia swoich „mistrzów” (liderów opinii lub popularnych stron), którzy myślą tak jak oni, to nie chcą czytać analiz i komentarzy, z którymi się nie zgadzają. Publicystom i ekspertom coraz trudniej do czegokolwiek przekonać odbiorców, którzy mają już wyrobione zdanie i choćby wszystkie fakty świadczyły przeciw niemu, nie zmienią go. Stąd coraz większe znaczenie mają media, które prezentują bardzo wyrazistą linię ideową. Zyskują one wiernych czytelników, którzy dalej chcą się utwierdzać w przekonaniu, że mają rację.

Jeszcze ważniejsza zmiana zaszła w mediach najbardziej prestiżowych. Internet wymusił ich otwarcie na nowe środowiska. Dziś, gdy już straciły kontrolę nad debatą publiczną, gdyby na swą antenę i łamy nie zapraszały wszystkich tych, których publiczność chce śledzić, kompletnie już straciłyby znaczenie, bo publiczność pozostałaby w mediach społecznościowych i nie czuła żadnej potrzeby, by korzystać z „mediów, które manipulują”.

Tyle że ta manipulacja, czyli swoista cenzura, miała dawniej także i dobre strony. – W czasach wojny w Iraku nie do pomyślenia było, by telewizja zaprosiła na antenę przeciwnika wojny. Sprawy polityki międzynarodowej nie podlegały debacie publicznej. Media stosowały szeroką cenzurę, co miało oczywiste wady, ale plusem tego było, że poziom racjonalizacji dyskursu publicznego był znacznie wyższy niż dziś. Zachowywano pewną powagę, nie dopuszczano do głosu każdego – mówi Maciej Gdula. I dodaje: – Dawniej dzień rozpoczynaliśmy od prasówki. To gazety narzucały tematy na cały dzień. Ich rola była tak duża, że w latach 90. XX w. wydawało się, że autorytetem jest tylko ten, kogo jako autorytet wskazała „Gazeta Wyborcza”.

Od dawna jednak wskazówki wyroczni, za jakie wciąż mają się różne redakcje, odnoszą przeciwny skutek: im bardziej stary świat mediów z jakimś trendem walczy, tym bardziej go wzmacnia. Tak działa siła nowych mediów, które wszelką próbę manipulacji, cenzury, choćby i najbardziej światłej, coraz częściej traktują jako zło, z którym – choćby i dla zasady – należy walczyć.

Otwarcie się mediów na nowe środowiska i poluzowanie cenzury – przy wielu niezaprzeczalnie pozytywnych skutkach – powoduje także coraz większy chaos. – Dawniej, choć ekspertom trudno było dobić się do mediów, ich wypowiedzi w telewizji czy prasie odbijały się szerokim echem. Dziś nawet najbardziej rozsądne głosy giną wśród zalewu informacji – ocenia Maciej Gdula.

Tom Nichols, politolog z uniwersytetu Harvarda, w opublikowanym w kwartalniku „Nowe Media” artykule „Agonia wiedzy. Koniec ekspertów. Śmierć elit” twierdzi zaś, że coraz trudniej dziś przebić się z wiedzą, gdyż użytkownicy nowych mediów powoływanie się na nią traktują jako „fałszywą pretensję do władzy, niechybną oznakę obrzydliwego elitaryzmu i oczywistą próbę stłumienia dialogu, który stanowi o prawdziwej demokracji”. Internet to w końcu wolne medium, w którym każdy ma prawo wypowiedzieć się na każdy temat…

Pozycja lidera

Rewolucja internetowa mocno zmieniła nie tylko stosunki sił między ludem i elitami, ale także między samymi aktorami sceny politycznej: dziennikarzami, ekspertami i politykami. Coraz większą rolę odgrywają politycy, szczególnie liderzy partyjni – kosztem całej reszty. Odbija się to także na stylu prowadzenia polityki.

Sieć daje nam swobodny dostęp do wiedzy, newsów, rozmaitych komentarzy, ale też do bezpośredniego przekazu polityków. W świecie przesyconym informacjami, nie mogąc odróżnić prawdy od fałszu, dobrej interpretacji od złej, coraz chętniej sięgamy do źródła. Uogólniając, wolimy posłuchać, co do powiedzenia ma polityk, niż tego, co o tym, co powiedział, sądzą komentatorzy. Upada więc rola pośredników, a efektem ubocznym jest, że upada rola ekspertów w ogóle.

To politycy wyjaśniają nam, dlaczego należy wymienić sędziów Trybunałów Konstytucyjnego lub dlaczego jest to zamach na demokrację. To oni narzucają przekaz, a eksperci mogą się tylko do niego odnosić. Nie są już w stanie na chłodno wytłumaczyć, wyjaśnić, stworzyć skomplikowanej i niejednoznacznej narracji, bo narracja polityków już znalazła posłuch wśród publiczności. – Ludzie dużo więcej akceptują niż kiedyś. Myślą, że skoro lider coś uważa, to musi to być dobre. Niewątpliwie dzisiejszymi autorytetami są Jarosław Kaczyński, Donald Tusk i Paweł Kukiz – mówi Maciej Gdula.

Zwiększa się zatem rola liderów politycznych kosztem dołów partyjnych. – Liczą się tylko gwiazdy polityczne, ci, których ludzie chcą słuchać bezpośrednio, którzy narzucają swoje zdanie reszcie partii – tłumaczy socjolog. I dodaje, że kiedyś za każdą partią stała grupka intelektualistów, która budowała jej świat idei. Rafał Matyja narzucił hasło „IV RP”, a inni dyskurs Polski solidarnej i Polski liberalnej. Dziś kampanie wyborcze opierają się raczej na promowaniu gwiazd politycznych, a nie spójnych narracji.

Efektem tego jest nie tylko brak głębszej refleksji w polityce, ale także nieustanne podgrzewanie konfliktu. Skoro miejsce idei, narracji i wartości zajmują coraz częściej charyzmatyczne osobowości, wyraziści aktorzy, to spór ideologiczny naturalnie przeradza się w konflikt personalny, środowiskowy, a często i historyczny. Dlatego też za słowo czerwca w mediach społecznościowych spokojnie można uznać „symetryzm”. Symetryści, których w ostatnim czasie jest prawdziwy wysyp, uważają, że PiS działa dokładnie tak samo, jak wcześniej działała PO; wektor jest ten sam, tylko kierunek inny. Zresztą nawet sami politycy zwykli się tłumaczyć, że „poprzedni rząd robił dokładnie to samo” – a tak naiwne tłumaczenie najlepiej pokazuje, jak mocno polityka oderwała się od głębszej refleksji.

– Pozycja lidera stała się tak mocna, że bez Donalda Tuska PO wpadła w naprawdę poważne kłopoty, a bez Jarosława Kaczyńskiego PiS zapewne się rozpadnie. Za to brak lidera jest wielkim obciążeniem dla partii Razem. To ugrupowanie przez to się nie rozwija – ocenia Gdula.

Kto kształtuje świadomość

Pewne jest, że nie ma już powrotu do czasów tradycyjnych autorytetów i świata, w którym panował ład i porządek. Zresztą świat ten miał wiele wad, choć z pewnością więcej z nich wymieniłby Maciej Gdula, związany z lewicową „Krytyką Polityczną”, niż konserwatysta Andrzej Zybertowicz. Pytanie jednak, jak dziś uporać się z problemami nowego świata, które dostrzegają wszyscy socjologowie, niezależnie od poglądów.

Eryk Mistewicz jako największy problem wskazuje to, że państwo rejteruje z kolejnych obszarów własnych kompetencji. – Umywa ręce od kształtowania debaty publicznej, kultury, nawet od edukacji – mówi „Plusowi Minusowi”. – To państwo powinno być odpowiedzialne za to, na ile obywatele rozumieją procesy, jakie zachodzą w świecie; jak toczą spory. W końcu rząd wciąż ma władzę nad prasą i telewizją, może promować disco polo, a może urządzać debaty o kulturze. Te same mechanizmy państwo powinno próbować przenieść do świata nowych mediów, a nie pozostawiać je wielkim korporacjom.

– W Polsce mało kto rozumie, że Google, Amazon, Facebook czy Apple, czyli tzw. wielka czwórka (GAFA), to nie są przyjemne chłopaki gdzieś z garażu w Palo Alto, którzy dbają o standardy debaty publicznej. Tymczasem wiele państw, może z wyłączeniem Francji, nie widzi problemu w tym, że to GAFA w mało transparentny sposób, poprzez różne ukryte mechanizmy, kształtuje dziś świadomość ich obywateli – dodaje Mistewicz.

Prof. Andrzej Zybertowicz przypomina, że proces dekonstrukcji elit trwa od rewolucji francuskiej. – Internet jednak zdecydowanie przyśpieszył ten proces – do poziomu nadchodzącego całkowitego chaosu i nihilizmu – ocenia socjolog. – Wszystko powinno mieć swoje granice. Transparentność bez umiaru, inwazja w prywatność, nie służy autorytetom, nikt w końcu nie jest autorytetem w toalecie. Ale to zaszkodzić może każdemu.

Jakub Kuś dodaje, że internet sam z siebie przechodzi jednak ciągłe przeobrażenia. Tak jak jeszcze kilka lat temu nie byliśmy w stanie wyobrazić sobie, jak dużą rolę odegrają w publicznej debacie media społecznościowe, tak dziś nie mamy pojęcia, co nada jej ton w przyszłości. – Pewni możemy być tylko tego, że internet będzie wyglądał zupełnie inaczej niż dziś – tłumaczy.

Czy zatem powinniśmy się zacząć przyzwyczajać do władzy autorytetów opartych na charyzmie, czy jednak pogodzić się z tym, że przyszło nam żyć w czasach nieustannej rewolucji – we wszystkich obszarach: technologii, polityki, debaty i autorytetów? Z tej rewolucji na razie nie wyłoniło się nic trwałego, ale skoro internet nas co rusz zaskakuje, może w końcu zaskoczy nas też pozytywnie. W każdym razie stary świat upadł. Mądre głowy z telewizji już definitywnie straciły władzę.

rp.pl

Michał Szułdrzyński

Michał Szułdrzyński: Czy PiS wytrwa w pokoju?

publikacja: 29.06.2017

Foto: Fotorzepa, Piotr Guzik

Do sobotniego kongresu Prawa i Sprawiedliwości można podejść na dwa sposoby. Albo w sposób pragmatyczny czy nawet cyniczny, albo idealistyczny.

Z tej pierwszej perspektywy ważne będzie to, kto ze spotkania działaczy partii rządzącej wyjedzie silniejszy, a kto słabszy, która frakcja straci na znaczeniu, a która zyska. Czy dojdzie do zmian personalnych w rządzie czy też nie. Czy Jarosław Kaczyński wykorzysta okazję do tego, by szarpnąć cuglami i uporządkować sytuację w partii, czy też skupi się na przekazie do wyborców.

Jak wyglądałoby idealistyczne podejście? Oznaczałoby potraktowanie na serio tego, co PiS na kongresie – nominalnie programowym – przedstawi Polakom, jakie zmiany dla Polski zaproponuje. Z tej perspektywy ważniejsze od spraw wewnątrzpartyjnych czy wręcz personalnych będzie to, czy partia rządząca wyciągnie wnioski z ostatnich kilkunastu miesięcy i przedstawi nowy plan lepszego rządzenia.

Z sygnałów, które płyną z obozu władzy, wynika, że PiS raczej będzie chciał wyjść z przekazem odbudowania wspólnoty, jedności i łagodzenia konfliktów. Gdyby tak się stało, należałoby się jedynie cieszyć i trzymać za partię rządzącą kciuki.

Wielu krytyków partii rządzącej uważa, że lepiej, by PiS pokazywał jak najgorszą twarz, bo wówczas Polacy szybciej się od niego odwrócą i pojawi się szansa na polityczne zmiany po wyborach w 2019 r. Tyle tylko, że strategia „im gorzej, tym lepiej” jest być może wygodna dla partii opozycyjnych, ale rujnująca dla państwa i jego polityki. Jest zabójcza również dla debaty publicznej.

Trzeba pamiętać, że PiS legalnie wygrał wybory w 2015 r. i ma mandat do rządzenia jeszcze przez dwa lata. Można, a niekiedy trzeba, krytykować złe działania tej partii, ale w interesie naszego kraju jest to, by rządziła ona jak najlepiej, a nie jak najgorzej.

My w „Rzeczpospolitej” nie wahaliśmy się krytykować PiS za działania, które uderzały w gospodarkę lub były próbą wymontowania konstytucyjnych bezpieczników z naszego ustroju. Krytykowaliśmy pomysły godzące w biznes i rozwój, potępialiśmy demontaż Trybunału Konstytucyjnego, próbę upolitycznienia sądów, niepotrzebne konfliktowanie się z Unią Europejską, dezinformację w sprawie katastrofy smoleńskiej, dymisje w armii, pośpiech przy likwidacji gimnazjów czy nieczułość na potrzeby uchodźców, której towarzyszyło podsycanie nastrojów antyislamskich czy antyimigranckich.

Ale nie zmienia to faktu, że Polska nie może sobie pozwolić na zmarnowanie najbliższych lat. Bez względu na to, czy lubimy Jarosława Kaczyńskiego czy nie, w interesie państwa jest, by PiS zmienił się w wyniku kongresu na lepsze. By postanowił zakończyć wojnę polsko-polską.

Pytanie tylko, czy sam PiS będzie potrafił w takim postanowieniu wytrwać.

rp.pl

Michał Szułdrzyński

Michał Szułdrzyński: Elita ubolewa nad plebsem

publikacja: 30.06.2017

Foto: Fotorzepa, Waldemar Kompala

Kolejne badania opinii publicznej pokazują, że wizja Unii Europejskiej w oczach elit i zwykłych obywateli bardzo się różni. Według Chatham House aż 71 proc. przedstawicieli europejskich elit jest przekonanych o tym, że członkostwo w UE jest korzystne dla ich kraju.

O połowę rzadziej ta odpowiedź pada wśród ogółu obywateli. Ale myliłby się ten, kto uznałby, że tendencja ta dotyczy wyłącznie spraw europejskich. Wszak wynik wyborów prezydenckich w USA był właśnie dowodem na to, że poza Unią rozdźwięk pomiędzy wyobrażeniem o świecie, jaki mają elity, a tym u zwykłych zjadaczy chleba jest również coraz bardziej wyraźny.

Dwa tygodnie temu prof. Marek A. Cichocki w doskonałym tekście w „Plusie Minusie” pisał o kryzysie zachodniego liberalizmu i liberalnej demokracji. Zauważa on, że elity straciły zdolność narzucania swej liberalnej wizji większości społeczeństwa. Dlaczego tak się dzieje? Jak pokazujemy w tym numerze, na świecie widać dziś radykalny kryzys tłumaczy rzeczywistości. Mniej więcej do czasu ostatniego załamania w światowej gospodarce masy były skłonne wierzyć w wizję, w której liberalna demokracja zapewnia nieustanny wzrost gospodarczy, ten zaś związany jest z obyczajowym liberalizmem. Kryzys ekonomiczny jednak, podkopując wiarę w pewny wzrost gospodarczy, zdelegitymizował liberalizm. Gdy zaś elity straciły miano tych, które wiedzą lepiej, które tłumaczą rzeczywistość, wyjaśniają złożoność zjawisk i potrafią przewidywać przyszłość (o tym zjawisku piszemy dziś więcej w Daniu Głównym „Plusa Minusa”), gdy rewolucja technologiczna sprawiła, że media tradycyjne („elity nadają, masy są odbiorcami”) zostały uzupełnione mediami społecznościowymi (inteligentny internauta może mieć większy wpływ na opinię publiczną niż cała rzesza profesorów), nastąpiła olbrzymia zmiana społeczna. Sęk w tym, że duża część dotychczasowych elit nie uświadomiła sobie skali tego zjawiska. Nic więc dziwnego, że znany polski prawnik i filozof zarzuca obecnie rządzącym Polską, że… oddali głos „nieoświeconemu plebsowi”, jak się wyraził.

Sprawa zaczyna mieć charakter sporu kulturowego, czy wręcz cywilizacyjnego, a nie tylko politycznego. Sporu, którego przedmiotem jest pytanie o to jak ma wyglądać społeczeństwo i polityka, kto ma tak naprawdę rządzić. Stary spór w polskim Kościele (czy stawiać na duchowość masową, ludową, maryjną czy też na wiarę intelektualną) przebiegał dokładnie wzdłuż tych samych frontów.

Spór kulturowy, który przenika się ze sporem politycznym – jak dziś w Polsce – nie jest żadnym ewenementem, lecz zjawiskiem na Zachodzie coraz poważniejszym.

rp.pl

Bogusław Chrabota

Bogusław Chrabota: Ziemia jałowa nad Wisłą

publikacja: 29.06.2017

Foto: Fotorzepa, Maciej Zienkiewicz

Często zadaję sobie pytanie, czy dekadę temu przyszłoby mi do głowy, że gros swojego pisania będę poświęcał na szermierkę publicystyczną w sprawie uchodźców. Byłem przekonany, że po 25 latach wolności trzeba będzie walczyć o kwestie rynkowe, standardy demokratyczne, prawa obywatelskie, i to raczej tylko na obrzeżach Europy.

Uchodźcy z perspektywy mojego pokolenia to była sprawa oczywista. Zbyt dobrze się ją znało z osobistych doświadczeń, z włóczęgi po Europie w latach 80., z ulic Paryża czy z niezliczonych ośrodków socjalnych w Niemczech, gdzie wszelkie antyimigranckie humory niemieckich sąsiadów tłumaczyło się resentymentem nazistowskim.

Tak, my, emigranci z Europy Środkowej, byliśmy wtedy przekonani, że wszelkie mało pojednawcze gesty ze strony Niemców są przejawem wciąż żywych uprzedzeń z czasów Hitlera. Dlatego tak bardzo szokuje, że dziś nad Wisłą takie postawy wobec nieobecnych przecież masowo uchodźców tłumaczy się potrzebą bezpieczeństwa państwa i interesem narodowym. „Rzeczpospolita” opublikowała w ostatnią środę (28 czerwca) wyniki badań nastawienia Polaków do proponowanych przez Kościół katolicki tzw. korytarzy humanitarnych. Korytarze, co trzeba objaśniać zawsze i wszędzie, to nic innego jak czasowe wsparcie w polskich placówkach leczniczych i charytatywnych dla najbardziej poszkodowanych ofiar wojen: dzieci, kobiet, rannych i bezdomnych. To odruch społeczny wywodzący się nawet nie z pojmowanego na sposób świecki humanitaryzmu, ale z samego ducha chrześcijańskiego miłosierdzia.

Polski Kościół od ponad roku zabiega w kręgach rządowych o zgodę oraz wsparcie dla idei korytarzy humanitarnych – jak dotąd to jak rzucanie grochem o ścianę. Po stronie deklarującego chrześcijańskie wartości rządu premier Beaty Szydło nie ma dla tej idei cienia zrozumienia. Fenomen tego zadziwiającego braku współpracy tłumaczą badania, które dla „Rzeczpospolitej” przeprowadziła sondażownia IBRiS. Otóż w ich świetle zdecydowana większość Polaków (61 proc.) jest przeciwna otwieraniu korytarzy humanitarnych. W kręgu ludzi wierzących to ponad połowa (50–57 proc.). Wsparcie dla korytarzy wśród ludzi przedstawiających się jako „wierzący i praktykujący regularnie” deklaruje ledwie jedna trzecia.

Odkładając na chwilę na bok fatalny wpływ na mózgi Polaków narracji płynącej z kręgów rządowych, wyjątkowo razi brak pozytywnego echa oficjalnych deklaracji liderów Kościoła wśród ludzi uznających się za jego aktywnych uczestników. Wynika to albo z brak skutecznej pracy duszpasterskiej i pedagogicznej duchownych (wytykałem już na tych łamach deficyt komunikacji, w tym brak listu biskupów w sprawie uchodźców), albo ma związek z postępującym kryzysem jego autorytetu. Jedno z drugim zresztą w sposób naturalny się łączy. Autorytet mierzy się bowiem nie tylko miarą powszechnego uznania dla instytucji lub osoby, ale również zgodą w kwestiach przez nią formułowanych. Istotą rzeczy jest więc klarowne formułowanie i jasne komunikowanie stanowiska. Polski Kościół albo tego nie chce, albo nie potrafi.

Efektem jest pomieszanie pojęć, brak zrozumienia, a nawet sprzeciw, za którym musi podążać erozja autorytetu. Dyskretne uwagi biskupów, że Kościół będzie się trzymał zasad nawet wbrew woli szerokich kręgów wierzących, niewiele tu załatwią. Autorytet od tego nie urośnie. Czy w istocie jest tak, że jeśli ludzie czegoś nie chcą, władza powinna podążać za takim przekonaniem? Takiego stanowiska wydaje się bronić prof. Jan M. Piskorski, który w tekście pt. „Sondaże i racja stanu” („Rzeczpospolita” z 29 czerwca 2017 r.) dowodzi, iż: „badania pokazują, że w dziedzinie polityki i ekonomii ignorowanie opinii dużych grup ludzkich (…) kończy się zazwyczaj źle, ponieważ na dłuższą metę działają one bardziej racjonalnie niż eksperci, których prognozy są niewiele więcej warte niż innych ludzi zainteresowanych światem. Zaczęto mówić w tym kontekście o zbiorowej »mądrości tłumu«, co stanowi pewną nowość w epoce powszechnego strachu przed masami”.

Kompletnie nie zgadzam się z takim stawianiem sprawy. W moim rozumieniu tego typu pogląd nie tylko wpisuje się we współczesną definicję postpolityki, w której przestają się liczyć idee i zasady (znikają autorytety, a partie tracą tożsamość), ale również schlebia amorficznej cywilizacji internetowego hejtu, gdzie poglądy mas kształtują autorzy ekstremalnych postów. Tak, rządy powinny śledzić sondaże. Ale przede wszystkim czuć się odpowiedzialne za społeczności, które w imię głoszonych w kampaniach wyborczych poglądów powierzały im władzę. Wierzę również, że obowiązkiem władzy jest edukacja i kształtowania poglądów ludzi. Jeśli ta lub inna władza tego poniecha, chrześcijański do niedawna kraj nad Wisłą zamieni się w ziemię jałową.

rp.pl

Leszek Jażdżewski: Polska euromocarstwem? Pod jednym warunkiem

Leszek Jażdżewski

01.07.2017

Nie było i nie ma ważniejszej misji dla pokolenia, które rozpięte jest między komunizmem a wolną Polską, niż trwałe zakotwiczenie jej w strukturach Zachodu. Wejście do NATO i do Unii Europejskiej wydawało się szczęśliwym finałem tej misji. Przedwcześnie.

Szok Brexitu, a następnie wygrana Trumpa zamiast przyczynić się do rozpadu UE, skonsolidowały ją. W tzw. starej Unii marsz populistów po władzę został, przynajmniej czasowo, zatrzymany. Zwycięstwo Macrona to sygnał pobudki dla zwolenników integracji. Jej największy hamulcowy, czyli Wielka Brytania, po referendum w sprawie Brexitu nie jest już brany pod uwagę.

Kryzys ekonomiczny, a następnie polityczny udowodnił, że status quo w Unii Europejskiej jest nie do utrzymania – potrzebne jest albo zacieśnienie współpracy, albo nieuchronnym stanie się rozpad wspólnoty. Ta druga opcja dziś wydaje się nie wchodzić w grę, z kolei integrację w ramach UE zablokuje w pierwszej kolejności nasz rząd.

French presidential election candidate Emmanuel Macron meets youths during a campaign visit to Sarcelles, north of Paris, Thursday, April 27, 2017. (Martin Bureau, Pool Photo via AP)Emmanuel Macron (fot. Martin Bureau / AP)

Jednocześnie widoczne gołym okiem stały się niekompatybilności w sferze wartości w ramach Unii. Polska i Węgry uznały, że wykorzystując bezpieczną pozycję kraju członkowskiego mogą być pasażerami na gapę, a nawet aktywnymi sabotażystami projektu europejskiego. To bardzo krótkowzroczna taktyka. W relacjach europejskich Polska zachowuje się jak agresywny mąż, przekonany, że niezależnie od tego, co zrobi, żona nigdy od niego nie odejdzie.

Ale eurorozwód jest możliwy. Nie będzie polegać na wyrzuceniu z Unii czy na tzw. Polexicie. Po prostu decyzje będą zapadać gdzie indziej. Forum zacieśnionej współpracy stanie się strefa euro. My zostaniemy na zewnątrz – czy to z niechęci partnerów, czy też, co bardziej prawdopodobne, z własnego wyboru. Będziemy zaglądać przez płot na europejskie podwórko, zastanawiając się, gdzie podzialiśmy nasz „złoty róg”, co znów poszło nie tak.

Jarosław Kaczyński, prezes PiS (fot. Gazeta.pl / Agencja Gazeta)

Jeśli życzymy dobrze zjednoczonej Europie (a powinniśmy, bo to szansa na przyszłość dla Polski), powinniśmy pogodzić się z faktem, że w perspektywie dekady integracja europejska będzie odbywać się w znacznej mierze w ramach strefy euro. Powinniśmy reformie i integracji niedokończonego projektu strefy euro kibicować. Równocześnie musimy zrozumieć, że euro to dla nas wybór nie przede wszystkim ekonomiczny – choć przynależność do wspólnego obszaru walutowego będzie dla naszej gospodarki oznaczać realne korzyści – ale cywilizacyjny.

Sprawą pierwszorzędnej wagi jest, aby nasze elity – polityczne, ekonomiczne, intelektualne – zrozumiały, jak istotną batalię przyjdzie im rozegrać. Dopiero Eurowstąpienie Polski oznaczać będzie finał procesu transformacji, bezpieczeństwo i możliwość rozwoju dzięki zjednoczonej potędze Starego Kontynentu. Tak jak Brexit okazał się możliwy dzięki kampanii kłamstw i postawieniu partyjnych interesów ponad rację stanu Wielkiej Brytanii, tak Eurowstąpienie Polski musi być finałem kampanii argumentów, wizji przyszłości i przezwyciężenia anachronicznego podziału na imitowanie Zachodu przeciwstawianego narodowej samoizolacji.

15.05.2015 Gdansk , Europejskie Centrum Solidarnosci . Przewodniczacy Rady Europejskiej Donald Tusk podczas konferencji prasowej . Fot. Renata Dabrowska / Agencja GazetaDonald Tusk (fot. Renata Dąbrowska / Agencja Gazeta)

Polski interes narodowy oraz budowę polskiej tożsamości można realizować dzięki otwarciu się na świat i wykorzystaniu potencjału Europy do walki o największe cele. Europa zjednoczona wokół strefy euro z istotnym głosem Polski sprawi, że nasz potencjał i ambicje wreszcie znajdą ujście i możliwość realizacji.

Zamiast obawiać się zagrożeń, wykorzystajmy niebywałą koniunkturę, jaka się przed nami otworzyła. Bo możemy równać do najlepszych – a nawet ich przeskoczyć. Tylko dajmy sobie szansę.


Leszek Jażdżewski.
 Redaktor naczelny pisma ”LIBERTÉ!”. Współtwórca Igrzysk Wolności i łódzkiej klubokawiarni 6dzielnica. Publicysta, m.in. na łamach „Gazety Wyborczej”, „Polityki”. Publiczny mówca, polityczny komentator (TVN24, TOK FM). Zasłynął samotnym protestem na marszu narodowców „Idzie antykomuna” i stworzeniem akcji Świecka szkoła. Prowadzi bloga i twittuje.

weekend.gazeta.pl



Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>


  • RSS